Schowaj/Wysuń odtwarzacz Youtube
zamknij okno i wyłącz film     odtwórz dowolny film z YT
Na forum są teraz:
Avatar użytkownika Deus, Avatar użytkownika neo
44893d7d11a58abf296e4ab80133df1c
LIVE-STREAM FN Data następnego streamu zostanie wkrótce podana
brak nowych PW
44893d7d11a58abf296e4ab80133df1c
Strona 1 z 1 [ Posty: 21 ] Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku

Pokaż pierwszy nieprzeczytany post

Drukuj
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 25 sie 2017, 23:40
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
JAK UMIERA CZŁOWIEK? NAUKA POZWALA NAM ODTWORZYĆ OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA

Czy zbliżanie się do kresu egzystencji jest stresujące? Czy na progu śmierci czekają na nas jakieś niespodzianki? Opowieści tych, których udało się odratować w ostatniej chwili oraz najnowsze osiągnięcia medycyny pozwalają nam lepiej zrozumieć, co się dzieje z ciałem, gdy opuszcza je życie.

Obrazek

JAK UMIERA CZŁOWIEK?
Śmierć ma wiele twarzy, ale z reguły to niedotlenienie mózgu zadaje nam ostateczny cios. W wyniku zawału, utonięcia czy uduszenia ludzie umierają, ponieważ ich neurony pozbawione zostają tlenu, a to prowadzi do zaniku czynności elektrycznej mózgu – czyli śmierci według współczesnej biologicznej definicji.

Niezależnie od mechanizmu, po zatrzymaniu dopływu natlenowanej krwi do mózgu człowiekowi zostaje jakieś 10 sekund, nim straci świadomość. Jednak zanim umrze, może upłynąć wiele minut, a subtelne odczucia w tym czasie zależą bezpośrednio od przyczyny zgonu. Dlatego wszystkich, którzy są w stanie znieść drastyczne opisy, zapraszamy do przeczytania krótkiego przewodnika po różnych sposobach zejścia z tego świata.

WYKRWAWIENIE: KILKA STADIÓW WSTRZĄSU

„Szybkość, z jaką zachodzi śmiercionośny krwotok, zależy od źródła krwawienia” – mówi John Kortbeek z kanadyjskiego University of Calgary w Albercie. Człowiek może wykrwawić się w ciągu kilku sekund, gdy aorta – główne naczynie krwionośne wychodzące z serca – zostanie całkowicie oderwana, np. wskutek poważnego upadku albo wypadku samochodowego. Śmierć może jednak skradać się znacznie wolniej, gdy naruszona zostanie mniejsza tętnica czy żyła – nawet godzinami. Ofiary takiego krwawienia doświadczają kilku stadiów wstrząsu krwotocznego. Statystyczny dorosły ma pięć litrów krwi. Utrata około 750 ml daje nieliczne objawy. Jeśli ktoś straci 1,5 litra – czy to w wyniku krwotoku zewnętrznego, czy wewnętrznego – czuje się osłabiony i zdenerwowany, chce mu się pić, a jego oddech przyspiesza. Przy dwóch litrach pojawiają się zawroty głowy, dezorientacja i w końcu utrata świadomości.

„Ci, którzy przeżyli wstrząs krwotoczny, opisują różne doznania, od strachu do względnego uspokojenia” – mówi Kortbeek. „W dużej części zależy to od tego, jakie i jak rozległe były inne obrażenia. Jedna rana docierająca do tętnicy udowej w nodze może być mniej bolesna niż liczne złamania po wypadku motoryzacyjnym”.

POŻAR: ATAK TOKSYCZNYCH GAZÓW

Śmierć wskutek spalenia to męka. Gorący dym i płomienie wypalają brwi i włosy, parzą gardło i drogi oddechowe, utrudniając oddychanie. Oparzenia wywołują natychmiastowy, bardzo silny ból poprzez stymulację nocyceptorów – czułych na ból nerwów w skórze. Co gorsza, oparzenia prowadzą również do szybkiej reakcji zapalnej, która zwiększa wrażliwość na ból w uszkodzonych tkankach i ich okolicy.

„W miarę zwiększania się stopnia oparzenia, czucie częściowo zanika, ale w niewielkim stopniu” – mówi David Herndon, specjalista od oparzeń z University of Texas Medical Branch w Galveston. „Oparzenie trzeciego stopnia nie boli tak bardzo jak drugiego stopnia, ponieważ zniszczone zostają powierzchowne nerwy. Ale to semantyczna różnica – duże oparzenia są straszliwie bolesne w każdym przypadku”.

Niektóre ofiary oparzeń opowiadają, że nie odczuwały obrażeń, póki były w stanie zagrożenia lub ratowały innych. Jednak gdy spada poziom adrenaliny i mija szok, ból szybko się pojawia. Walka z nim pozostaje jednym z największych wyzwań podczas leczenia poparzonych. Większość ludzi ginących w pożarach nie umiera z powodu oparzeń. Najpowszechniejszą przyczyną śmierci jest wdychanie toksycznych gazów – tlenku i dwutlenku węgla, a nawet cyjanku wodoru – w połączeniu z brakiem tlenu. Badania wykonane w Norwegii w 1996 r. wykazały, że 75 proc. z 286 śmiertelnych ofiar pożarów zmarło wskutek zatrucia tlenkiem węgla.

Zależnie od wielkości pożaru i odległości ofiary od niego, tlenek węgla może wywołać ból głowy i senność w ciągu kilku minut, prowadząc ostatecznie do utraty świadomości. Według danych US National Fire Protection Association, 40 proc. śmiertelnych ofiar pożarów domowych zostaje zatrutych dymem, zanim zdążą się obudzić.

ZAWAŁ: POSPOLITY MORDERCA

Hollywoodzki atak serca z gwałtownym bólem, rozpaczliwym chwytaniem się za pierś i natychmiastowym omdleniem z pewnością czasem się zdarza. Jednak typowy zawał mięśnia sercowego jest znacznie mniej dramatyczny i zachodzi powoli, zaczynając się lekkim dyskomfortem.

Najpowszechniejszy objaw to oczywiście ból w klatce piersiowej: napięcie, rozpieranie lub ściskanie, które może się utrzymywać albo pojawiać się i znikać. To znak, że mięsień sercowy walczy o tlen i obumiera z jego braku. Ból może promieniować do szczęki, gardła, pleców, brzucha i ramion. Inne oznaki to płytki oddech, mdłości i zimne poty.

„Większość ofiar zwleka z wezwaniem pomocy, czekając przeciętnie od 2 do 6 godzin. Przeważnie są to kobiety, zapewne dlatego, że częściej mają mniej znane objawy, takie jak niemożność zaczerpnięcia oddechu, ból pleców czy szczęki albo mdłości” – mówi Jo-Ann Manson, epidemiolog z Harvard Medical School. Ci, którzy przeżyli, mówią, że nie chcieli nikomu sprawiać kłopotu i że wydawało im się, iż nie mają zawału, lecz po prostu niestrawność, bóle mięśniowe lub są przemęczeni.

Opóźnienia kosztują ludzkie życie. Większość śmiertelnych ofiar zawału umiera przed dotarciem do szpitala. Bezpośrednią przyczyną zgonu jest często arytmia, czyli przerwanie normalnego rytmu serca. Nawet niewielki zawał może zakłócić przepływ impulsów elektrycznych kontrolujących skurcze mięśnia sercowego, w konsekwencji zatrzymując je. Po 10 sekundach ofiara traci przytomność, a kilka minut później – umiera. Pacjenci, którym udaje się dotrzeć do szpitala, mają większe szanse. Lekarze mogą zastosować defibrylatory (przywracające normalny rytm serca), leki rozpuszczające zakrzepy czy zabiegi udrażniające tętnice wieńcowe.

PORAŻENIE PRĄDEM: W MÓZG I W SERCE

Podczas przypadkowych porażeń, gdy do czynienia mamy z reguły z „domowym” prądem o niskim natężeniu, najpowszechniejszą przyczyną śmierci jest arytmia, prowadząca do zatrzymania akcji serca. „Utrata przytomności pojawia się po standardowych 10 sekundach” – mówi Richard Trohman, kardiolog z Rush University w Chicago. Przeprowadzone w Montrealu badania nad przypadkami śmierci w wyniku porażenia prądem wykazały, że prawdopodobnie 92 proc. ofiar zmarło właśnie wskutek arytmii.

Większe natężenia mogą wywołać niemal natychmiastową utratę przytomności. Krzesło elektryczne zostało zaprojektowane, by wywoływało szybką utratę świadomości i bezbolesną śmierć – krok naprzód w porównaniu z tradycyjnym wieszaniem – przepuszczając prąd elektryczny przez mózg i serce.

Jednak to, czy krzesło spełnia swą rolę, jest dyskusyjne. Biofizyk John Wikswo z Vanderbilt University w Nashville uważa, że grube kości czaszki stanowią izolator, który nie pozwala na przepłynięcie odpowiednio dużego prądu przez mózg, zaś skazani mogą w rzeczywistości umierać wskutek przegrzania mózgu albo uduszenia, wywołanego przez porażenie mięśni oddechowych – tak czy inaczej, nic przyjemnego.

UTONIĘCIE: WALKA O ODDECH

Ten rodzaj śmierci otoczony jest swego rodzaju romantycznym nimbem, ponieważ niezliczone bohaterki literackie właśnie w ten sposób odbierały sobie życie. W rzeczywistości uduszenie się w wodzie nie jest ani romantyczne, ani bezbolesne, choć może być zaskakująco szybkie.

Szybkość topienia się zależy od kilku czynników, w tym zdolności pływackich i temperatury. W klimacie umiarkowanym, gdzie wody z reguły są zimne, 55 proc. utonięć w otwartych zbiornikach ma miejsce w odległości najwyżej trzech metrów od bezpiecznej głębokości. „Dwie trzecie ofiar to dobrzy pływacy, a to wskazuje, że poważne kłopoty mogą zacząć się w ciągu kilku sekund” – uważa fizjolog Mike Tipton z University of Portsmouth. Gdy tonący pojmuje, że nie może utrzymać głowy ponad wodą, zaczyna panikować i wówczas dochodzi do klasycznej „walki na powierzchni”. Ofiara łapie oddech nad wodą i wstrzymuje go, gdy się pod nią zanurza, nie mogąc zawołać o pomoc. Jej ciało jest wyprostowane, a ręce wykonują słabe ruchy chwytania, tak jakby tonący wspinał się po nieistniejącej drabinie. Badania z udziałem nowojorskich ratowników w latach 50. i 60. XX w. wykazały, że to stadium trwa od 20 do 60 sekund.

Kiedy ofiara wreszcie się topi, jak najdłużej stara się wstrzymać oddech – z reguły od 30 do 90 sekund. Potem wdycha trochę wody, krztusi się, kaszle i wdycha kolejną porcję. Woda blokuje wymianę gazową w delikatnych tkankach płuc, a jej wdychanie dodatkowo sprawia, że drogi oddechowe zamykają się – to odruch zwany skurczem krtani. „Gdy woda wypełnia drogi oddechowe, w klatce piersiowej czuje się rozdzierający, palący ból. Potem przechodzi on w uczucie spokoju i ukojenia” – mówi Tipton, przytaczając opowieści odratowanych.

UPADEK: LĄDUJ NA STOPACH

Upadek z dużej wysokości to z pewnością najszybszy sposób, by umrzeć: graniczna prędkość to ok. 200 km/godz., wysokość – 145 metrów. Badania nad śmiertelnymi upadkami w Hamburgu wykazały, że 75 proc. ofiar umarło w ciągu kilku sekund czy minut po wylądowaniu.

Konkretna przyczyna śmierci może być różna, zależnie od powierzchni, na której człowiek ląduje, i pozycji jego ciała. Wyjątkowo małe szanse na przeżycie daje upadek na głowę – często zdarzający się przy spadnięciu ze stosunkowo małej (poniżej 10 m) oraz dużej wysokości (powyżej 25 m). Wykonana w 1981 r. analiza stu samobójczych skoków z mostu Golden Gate w San Francisco – wysokość 75 m, prędkość przy uderzeniu w wodę 120 km/godz. – wykazała, że w wielu przypadkach do zgonu doszło praktycznie natychmiast wskutek masywnych stłuczeń płuc, odmy, pęknięcia serca albo uszkodzenia naczyń krwionośnych i płuc przez połamane żebra.

Ci, którzy przeżyli upadek z dużej wysokości, często mówią o odczuciu spowolnienia upływu czasu. Naturalną reakcją jest próba wylądowania na stopach, co w efekcie daje złamania kości nóg, dolnego odcinka kręgosłupa i zagrażające życiu złamania miednicy. Siła uderzenia przemieszczająca się wzdłuż ciała może też rozerwać aortę i jamy serca. Jednak prawdopodobnie jest to najbezpieczniejszy sposób lądowania, mimo że siła jest wówczas skupiona na niewielkiej powierzchni – stopy i nogi tworzą „strefę zgniotu”, która zapewnia trochę ochrony najważniejszym narządom wewnętrznym.

Doświadczeni skoczkowie czy wspinacze, którym udało się przeżyć upadek, mówią o uczuciu koncentracji, pobudzenia i determinacji, by wylądować jak najlepiej: z rozluźnionymi mięśniami, ugiętymi nogami i ciałem gotowym do przetoczenia się, jeśli będzie taka możliwość. Z pewnością każda rada jest dobra, ale najważniejsze to wycelowanie w miejsce odpowiednie do miękkiego lądowania. W 1942 r. kobieta wypadła z okna w apartamencie na wysokości 28 m i wylądowała w stercie świeżo wykopanej ziemi. Skończyło się na pękniętym żebrze i złamaniu nadgarstka.

POWIESZENIE: DUŻO ZALEŻY OD KATA

Samobójstwa i staromodne egzekucje z „krótkim spadaniem” powodują śmierć poprzez uduszenie – lina zaciska się na krtani i tętnicach prowadzących do mózgu. To może pozbawić ofiarę przytomności w 10 sekund, ale czas wydłuża się, jeśli pętla jest w niewłaściwym miejscu. Świadkowie publicznych egzekucji często opowiadali o ofiarach „tańczących” w mękach na sznurze. Śmierć nadchodziła po wielu minutach, a jak pokazują liczne przypadki ludzi odratowanych po odcięciu liny – nawet po kwadransie.

Gdy w 1868 r. zakazano publicznych egzekucji w Wielkiej Brytanii, kaci zaczęli szukać mniej widowiskowej metody. W końcu wybrali wariant „długiego spadania”, używając dłuższego sznura, tak by ofiara nabierała większej prędkości, która łamała jej kark. Trzeba było jednak brać pod uwagę ciężar skazańca, ponieważ zbyt duża siła mogła całkowicie oderwać głowę – a to dla doświadczonego kata była zawodowa porażka. Mimo przechwałek kilku znanych XIX-wiecznych egzekutorów, przeprowadzona w 1992 r. analiza szczątków 34 skazańców dowiodła, że uraz rdzenia kręgowego był przyczyną śmierci tylko w mniej więcej połowie przypadków. Zaledwie u jednej piątej widoczne było klasyczne „złamanie wisielcze” – między drugim a trzecim kręgiem szyjnym. Pozostali zmarli częściowo wskutek uduszenia

Michael Spence, antropolog z kanadyjskiego University of Western Ontario, otrzymał podobne rezultaty w przypadku ofiar z USA. Doszedł jednak do wniosku, że nawet jeśli uduszenie odgrywało jakąś rolę, to uraz w wyniku spadania szybko pozbawiał ofiary przytomności.

ZASTRZYK TRUCIZNY: NA PEWNO BEZBOLESNY?

Wstrzyknięcie trujących substancji opracowano w Oklahomie w 1977 r. jako humanitarną alternatywę dla krzesła elektrycznego. Stanowy lekarz sądowy i kierownik katedry anestezjologii ustalili, że należy zrobić kolejno trzy zastrzyki. Pierwszy z tiopentalu – środka znieczulającego, który miał stłumić wszelki ból. Potem środek zwiotczający zwany pankuronium (pavulon), zatrzymujący oddychanie. Wreszcie chlorek potasu, który błyskawicznie zatrzymuje akcję serca. Każdy z tych środków miał być podawany w dawce śmiertelnej, by zapewnić szybką i humanitarną śmierć. Jednak świadkowie mówili o skazańcach mających drgawki, dźwigających się i próbujących usiąść podczas egzekucji, a to wskazuje, że mieszanka nie zawsze bywała skuteczna.

„Dzieje się tak – mówi Leonidas Koniaris z University of Miami Miller School of Medicine – ponieważ tiopentalu jest za mało”. Wraz ze współpracownikami przeanalizował 41 egzekucji z użyciem zastrzyku trucizny w Północnej Karolinie i Kalifornii i porównał stosowane dawki środka znieczulającego z danymi dla zwierząt takich jak świnie. Ponieważ zawsze stosuje się tę samą dawkę tiopentalu, niezależnie od wagi ciała, znieczulenie u cięższych skazańców może być niewystarczające – brzmiała konkluzja. „Myślę, że świadomość może być zachowana podczas dużej części egzekucji” – mówi Koniaris. Oznacza to uczucie duszenia się po sparaliżowaniu płuc i piekący, palący ból wywoływany przez wstrzyknięcie chlorku potasu. Skutki działania środka zwiotczającego sprawiać mogą jednak, że świadkowie nigdy nie zobaczą żadnych oznak tych męczarni. Sąd Najwyższy ma wkrótce rozstrzygnąć, czy ten rodzaj kary śmierci jest zgodny z prawem.

WYBUCHOWA DEKOMPRESJA: BEZ TCHU

Śmierć wskutek znalezienia się w próżni to typowy chwyt rodem ze science fiction. W rzeczywistości zdarzył się tylko jeden taki wypadek. Podczas radzieckiej misji Sojuz-11 w 1971 r. zawiodło uszczelnienie statku wchodzącego w ziemską atmosferę; po wylądowaniu okazało się, że trzech członków załogi zginęło wskutek uduszenia. Gdy zewnętrzne ciśnienie powietrza nagle spada, powietrze zawarte w płucach rozpręża się, rozrywając delikatne tkanki służące do wymiany gazowej. Zniszczenia są większe, jeśli ofiara nie zdąży wykonać wydechu albo próbuje wstrzymać oddech. Tlen zaczyna wówczas przemieszczać się z krwi do płuc.

Doświadczenia z udziałem psów prowadzone w latach 50. XX w. wykazały, że 30–40 sekund po spadku ciśnienia ich ciała zaczęły puchnąć, ponieważ woda w ich tkankach parowała, ale skóra nie pozwalała jej wydostać się na zewnątrz. Tempo pracy serca początkowo rośnie, potem spada. We krwi pojawiają się bąbelki pary wodnej i docierają wraz z nią w różne części ciała, blokując krwiobieg. Po minucie następuje zatrzymanie krążenia.

Ludzie, którzy przeżyli szybką dekompresję, to piloci, których samoloty straciły szczelność, oraz jeden technik NASA, który przypadkowo rozszczelnił swój skafander kosmiczny, przebywając w komorze próżniowej. Często mówią o początkowym bólu, przypominającym uderzenie w klatkę piersiową, a wielu pamięta uczucie uciekania powietrza z płuc i niemożliwości zaczerpnięcia oddechu. Czas do utraty świadomości wynosił z reguły nie więcej niż 15 sekund. Podczas eksperymentu przeprowadzonego w połowie lat 60. XX w. w US Army Aeromedical Research Laboratory odkryto, że szympansy zachowywały przytomność przez zaledwie 11 sekund, zanim oszołomił je brak tlenu. Co zaskakujące – w świetle tych traumatycznych efektów – zwierzęta, które zaczęły oddychać powietrzem o normalnym ciśnieniu po 90 sekundach, w większości przeżyły bez żadnych trwałych uszkodzeń.

ŚCIĘCIE GŁOWY: ZEJŚCIE NIEMAL BŁYSKAWICZNE

Ścięcie, nawet jeśli wydaje się dość makabryczne, może być jednym z najszybszych i najmniej bolesnych rodzajów umierania – przynajmniej jeśli egzekutor jest sprawny, ostrze ostre, a skazaniec się nie rusza. Szczyt technologii dekapitacyjnej to oczywiście gilotyna. Została oficjalnie dopuszczona do użytku przez francuski rząd w 1792 r. jako bardziej humanitarna alternatywa dla innych metod egzekucji. Gdy użyto jej po raz pierwszy, widzowie byli przerażeni szybkością, z jaką została zadana śmierć.

Świadomość nie zanika od razu po przecięciu rdzenia kręgowego. Badania na szczurach w 1991 r. wykazały, że mija 2,7 sekundy, zanim mózg zużyje tlen z krwi znajdującej się w głowie; dla człowieka czas ten oszacowano na siedem sekund. Niektóre makabryczne opowieści z porewolucyjnej Francji wspominają o ruchach powiek i ust przez 15–30 sekund po opadnięciu ostrza, choć mogły to być skurcze i odruchy pośmiertne. Jeśli przyjdzie ci stracić głowę, ale nie będziesz miał tyle szczęścia, by znaleźć się na gilotynie lub pod dobrze naostrzonym toporem, czas świadomego odczuwania bólu może być znacznie dłuższy. Kat musiał uderzyć trzy razy, by odciąć głowę królowej Marii I Stuart w 1587 r. Dokończył zadanie nożem. W 1541 r. Małgorzata Pole, hrabina Salisbury, została stracona w londyńskiej Tower. Zaciągnięto ją do pnia, lecz nie chciała złożyć na nim swej głowy. Niedoświadczony kat ciął ją w ramię. Według części relacji hrabina zaczęła wówczas uciekać, a ścigający ją egzekutor zadał jej 11 ciosów, zanim zginęła.

Artykuł został opublikowany za zgodą "New Scientist Magazine". Wszelkie prawa autorskie zastrzeżone przez Reed Business Information Publishing.
This article has been posted with permission from New Scientist Magazine - Copyright owned by Reed Business Information Publishing.

Źródło: http://www.focus.pl/artykul/jak-umiera-czowiek

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 26 sie 2017, 11:29
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
ciężki temat, poczytałem i chyba brakuje tu :killem:
Trudno coś napisać, najłatwiejsza śmierć to ta we śnie, człowiek się rano ni obudzi, lub jak znam dwa takie przypadki osób co siadły sobie w fotelu i nie wstały, jedna z jabłkiem w ręku, nagle fik i cię nie ma.

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 26 sie 2017, 14:21
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Spokojna śmierć we śnie to luksus, mało komu jest to dane.
Co do tego, że brakuje śmierci od broni palnej, to raczej nie brakuje, bo zauważ, że umrzeć tam możesz na tysiąc różnych sposobów (albo wcale nie umrzeć), np. postrzał w głowę - natychmiastowa śmierć, postrzał w tętnicę - wykrwawienie się, postrzał w płuca - krwotok wewnętrzny i uduszenie się własną krwią, postrzał w serce - śmierć w kilka sekund od zatrzymania krążenia, postrzał w wątrobę - ponoć najbardziej bolesny i śmierć w ciągu kilku minut itd...Wszystkie te "efekty" można podstawić pod to, co jest wyżej opisane w artykule. Ja bym za to dodał śmierć od ładunku wybuchowego. Bo większość ludzi myśli, że to odłamki rozrywają człowieka. To oczywiście też, jeśli się nimi oberwie, ale większość ludzi ginie nie od odłamków, a w wyniku nagłego wzrostu ciśnienia. Pękają po prostu narządy w środku.

Taka ciekawostka - saperzy mają swoje uniformy nie po to, żeby przeżyć ew. wybuch, a po to, żeby ciało nie rozchlapało się po okolicy. Po takim bliskim wybuchu, mimo iż kombinezon jest cały, to w środku i tak jest trup, bo zabija ciśnienie. Podobnie zresztą w wypadkach samochodowych - mało kto umiera od obrażeń zewnętrznych. Najczęstszą przyczyną śmierci są obrażenia wewnętrzne powstałe w skutek działania ogromnych przeciążeń (jak to mówią - to nie prędkość zabija, tylko nagłe jej wytracenie).

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 27 sie 2017, 08:18
Argon

reputacja bardzo dobra
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
piątek, 17 lis 2017, 19:20
 
   
0
W moim miescie byl taki co umarl na sedesie, a drugi w trakcie uprawiania seksu z wlasna zona.

Podobno smierc przez zaczadzenie jest lagodna, odratowani mowili, ze nagle zaczeli gdzies odlatywac, zrobilo sie ciemno przed oczami, nie czuli zandego bolu.

The truth is out there
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 27 sie 2017, 09:37
Noel
Avatar użytkownika
reputacja bardzo dobra
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
piątek, 27 paź 2017, 22:40
 
   
0
To nie człowiek umiera, tylko jego ciało.
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 27 sie 2017, 18:50
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Argon napisał(a):
Podobno smierc przez zaczadzenie jest lagodna, odratowani mowili, ze nagle zaczeli gdzies odlatywac, zrobilo sie ciemno przed oczami, nie czuli zandego bolu.


Podobno. Też słyszałem, że to jeden z najłagodniejszych rodzajów śmierci, praktycznie bezbolesny.

PS.
Argon napisał(a):
W moim miescie byl taki co umarl na sedesie


Zdarza się nawet najlepszym.

Obrazek

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: poniedziałek, 11 wrz 2017, 19:42
czarownik

reputacja neutralna
Podróżnik
Ostatnio widziany(a):
czwartek, 21 wrz 2017, 10:12
 
   
0
Argon napisał(a):
W moim miescie byl taki co umarl na sedesie, a drugi w trakcie uprawiania seksu z wlasna zona.

Podejrzewam, ze takich przypadków jest mnóstwo tylko o nielicznych z nich się dowiadujemy.
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: poniedziałek, 11 wrz 2017, 20:20
Argon

reputacja bardzo dobra
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
piątek, 17 lis 2017, 19:20
 
   
0
czarownik napisał(a):
Argon napisał(a):
W moim miescie byl taki co umarl na sedesie, a drugi w trakcie uprawiania seksu z wlasna zona.

Podejrzewam, ze takich przypadków jest mnóstwo tylko o nielicznych z nich się dowiadujemy.

Okolicznosc smierci przy takiej okazji to raczej jest wstyd po rodzinie i znaojmych, i zapewne sie ukrywa takie fakty. Ja bym wymienil takich spraw pare wiecej tylko o ktorych smierci sie dowiedzialem, wlasnie w takich niezbyt przyjemnych okolicznosciach, gdzie smierc ich dopadla, no wlasnie na sedesie, albo w trakcie uprawiania seksu, nie tylko w lozku ale i samochodzie. Rodzina takie fakty ukrywa, wiadomo ze nie sa to zbyt piekne okolicznosci.

Kiedys jechalem z kolega jego starym autem, spaliny przenikaly do kabiny, nam obu zaczelo sie robic senno, zesmy sie wystraszyli, i mimo zimnej jesieni jechalismy z otwartymi oknami to nas orzezwilo. Tak nam obu zaczelo sie robic senno w tym samochodzie jak spaliny wialy

The truth is out there
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: wtorek, 12 wrz 2017, 05:17
czarownik

reputacja neutralna
Podróżnik
Ostatnio widziany(a):
czwartek, 21 wrz 2017, 10:12
 
   
0
Podobno Bronisław Geremek zginął z rozpiętym rozporkiem a asystentka przeżyła wypadek tylko dlatego, że miała głowę w okolicy jego rozporka.
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: wtorek, 12 wrz 2017, 15:29
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Nie wiem co Geremek robił ze swoją asystentką, ale mogę opowiedzieć coś w temacie wstydliwych i głupich śmierci ze swojego życia. Otóż kiedyś, kiedyś - za szczeniaka byłem bliski pożegnania się z tym światem w iście idiotyczny sposób. Miałem wtedy może niecałe 20 lat, czy coś koło tego i poszliśmy z kolegą nad jezioro. To była jesień, wieczór, ciemno i zimno jak diabli. Poszliśmy na molo, wzięliśmy tanie wina i zrobiliśmy sobie imprezę na pomoście. Oboje pijani, zaczęliśmy coś tam sobie podśpiewywać, podskakiwać itd. i w pewnym momencie w jakiś sposób nagle znalazłem się pod wodą. W grubej kurtce, ciężkich butach, w tym wszystkim - poślizgnąłem się po prostu na pomoście. Poleciałem na samo dno i choć nie było głęboko, to byłem w takim stanie, że nie wiedziałem, gdzie jest góra, a gdzie dół - kompletna ciemność. Machałem rękami, będąc w szoku co się dzieje i gdzie jestem, aż w końcu odpuściłem - nie wiedziałem nawet, w którą stronę jest do góry i po jakiejś minucie takiej walki pod wodą nie miałem już sił. Więc odpuściłem i z zamiarem pożegnania się ze światem rozłożyłem ręce. Przeleciało mi przed oczami całe życie i odczułem wtedy naprawdę niebywały spokój (co jest ciekawe - bo na początku był wielki strach, ale potem zamienił się w błogi spokój). Co jednak najbardziej pamiętam ze swoich myśli wtedy, to to, że było mi cholernie... głupio. Było mi naprawdę przerażająco głupio, bo najbardziej myślałem o tym, co pomyśli sobie moja rodzina, kiedy się już dowiedzą, że zginąłem w taki głupi sposób. To było wtedy najgorsze. Nie bałem się śmierci, nie bałem się niczego, zastanawiałem się jedynie nad idiotycznością sytuacji i jaką właśne przykrość robię rodzinie oraz jak się poczują, gdy się dowiedzą w jaki sposób...

Po jakiejś 1.5 minuty wyciągnął mnie kolega. Wcześniej nawet nie zauważył, że wpadłem do wody, bo był odwrócony do mnie tyłem, a "plusk" uznał za zapewne startującego z wody ptaka. Dopiero jak się obrócił po minucie, to doszło do niego, że szczyglis przed chwilą był i szczyglisia nie ma, bo ten leży sobie na dnie, pod wodą. Ot, taka sytuacja z bardzo dawnych lat.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: wtorek, 12 wrz 2017, 15:37
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
Masz szczęście, licząc jeszcze te wszystkie twoje wypadki, to masz wielkie szczęście że żyjesz.
Mnie jakoś takie ekstremalne przypadki omijały. Raz jako małolat się tylko paliłem, nie wiem z 7 lat miałem, dziadek robił na działce ognisko a ja w takiej kurtce z futerkiem podszedłem, a płomienie na mnie tak ładnie buchały :) , dziadek mnie zgasił, nie wiem jak to się stało ale nawet się nie poparzyłem , zupełnie nic, a ogień miałem przed nosem bo pamiętam jak buchał.

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: wtorek, 12 wrz 2017, 21:29
Barcol84
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Leci na Marsa
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 24 wrz 2017, 12:17
 
   
0
Łagodna smierć jest takze na stole operacyjnym. kolega mi opowiadaL. Był chory na nowotwór przewodu pokarmowego. Nosił woreczek z boku, miał stomie. Po jakims czasie gdy się podleczył, poszed na zabieg chirurgiczny podłączenia z powrotem jelit. Pod narkozą, niespodziewanie podczas operacji zszedł lekarzom ze stołu. Jego śmierc trwała krótko, jednak zdąrzył wznieś się do ciemnego tunelu na końcu którego było jasne światło. A gdy tam dotarł to ujrzał swoją nieżyjącą juz babcie która powiedziała mu, że to jeszcze nie jego czas i żeby wracał. W tym momencie dostał serie wstrząsów elektrycznych w reanimacji i wrócił.
Niechętnie mi to opowiadał, ale myśle że nie kłamał :)

Cechą człowieka mądrego jest błądzić, głupiego - w błędzie trwać (Marcus Tullius Cicero)
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: wtorek, 12 wrz 2017, 22:21
Alll

reputacja neutralna
Podróżnik
Ostatnio widziany(a):
wtorek, 14 lis 2017, 16:12
 
   
0
Witam wszystkich. Tak się składa,że byłam przy śmierci mojej siostry, chorej na raka. Miałam wrażenie, że na mnie czekała, kiedy przyjadę do szpitala. Sama śmierć nie była miłym widokiem, ponieważ miała wodę w płucach i jak się łatwo domyśleć dusiła się. Oczy nieobecne, nie reagowały na moje słowa. Trzymałam ją za rękę i płakałam. Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale ona była w tym ciele jakby częściowo. Kiedy umarła dotykałam tylko rzecz. To już nie była ona. Nigdy wcześniej nie miałam takiego odczucia. Przecież od momentu kiedy usiadłam przy niej, do momentu śmieci ,minęło może dziesięć minut.
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: środa, 13 wrz 2017, 05:36
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
Przykre to i traumatyczne. Ale masz sporo racji, u mnie w rodzinie były przypadki. Ojciec który był w ciężkim stanie i umierał był jakby pośrodku, trochę tu i trochę tam. Przed śmiercią niby nie kojarzył nic, a powtarzał jak małe dziecko "mamo", ciotka przed śmiercią w szpitalu widziała że ktoś stoi w progu w kapeluszu, a nikt tej osoby oprócz niej nie widział.

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 15 wrz 2017, 09:18
czarownik

reputacja neutralna
Podróżnik
Ostatnio widziany(a):
czwartek, 21 wrz 2017, 10:12
 
   
0
szczyglis napisał(a):
Co jednak najbardziej pamiętam ze swoich myśli wtedy, to to, że było mi cholernie... głupio. Było mi naprawdę przerażająco głupio, bo najbardziej myślałem o tym, co pomyśli sobie moja rodzina, kiedy się już dowiedzą, że zginąłem w taki głupi sposób

Wiem coś o tym, czułem to samo gdy mocno otarłem się o śmierć z rąk bandytów w klubie nocnym. Moja śmierć wówczas byłaby znacznie głupsza niż Twoja pod pomostem. I nie miałbym nawet tej satysfakcji, że powalczyłbym (możliwe że miałbym wówczas siły człowieka znajdującego się w szale, czułem że wzbiera we mnie coś takiego), bo mieli broń i pewnie użyliby jej.

Aha, jeszcze jedno uczucie sobie przypominam. Łzy mi leciały z żalu, że niczego już nie dokonam w życiu. Nie że np. nie zaznam z kobietami przyjemności itp., tylko że niczego nie dokonam.


:!: Moderacja forum:
Połączyłem posty. sirAzgar
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 15 wrz 2017, 14:39
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
Widzisz każdy to inaczej przeżywa, czy można tylko jakby na progu śmierci tego doświadczyć? Mój kolega razem ze mną ćwiczył oobe, jemu pierwszy raz się udało parę tygodni po mnie, ale co opisał to niemal jakaś forma przypadku na progu śmierci.
Przy pierwszym jego wyjściu nagle mu się zaczęło wydawać że umiera, całe życie mu przeleciało przed oczami jak wtedy gdy ludzie są po wypadkach na skraju śmierci. Dziwne to było, bo nawet czuł że nie oddycha w tym stanie, a przed oczami pojawiały się obrazy z przeszłości.


czarownik napisał(a):
Aha, jeszcze jedno uczucie sobie przypominam. Łzy mi leciały z żalu, że niczego już nie dokonam w życiu. Nie że np. nie zaznam z kobietami przyjemności itp., tylko że niczego nie dokonam.


Czarownik może i dla tego potem chcemy tu wracać, aby zaznać wszystkiego, doświadczyć. I nie tylko pcha nas tu jakaś karma, ale nasza ciekawość doświadczenia. Jakbym miał tysiące żyć to sam bym chyba kilka poświęcił na doznania dość ekstremalne, nawet z własną śmiercią. Doświadczyć, zrozumieć. Jedyne czego mi brak to ciągłości świadomości.

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 15 wrz 2017, 19:06
czarownik

reputacja neutralna
Podróżnik
Ostatnio widziany(a):
czwartek, 21 wrz 2017, 10:12
 
   
0
Po wspomnianym przeze mnie bardzo niemiłym doświadczeniu, przez kilka tygodni byłem bardziej aktywny życiowo, wiedzy, przyrody, ludzi. Później wszystko wróciło do "normy".
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: piątek, 15 wrz 2017, 19:31
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
czarownik napisał(a):
Po wspomnianym przeze mnie bardzo niemiłym doświadczeniu, przez kilka tygodni byłem bardziej aktywny życiowo, wiedzy, przyrody, ludzi. Później wszystko wróciło do "normy".


Bo człowiek najbardziej ceni życie, gdy może je stracić

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: sobota, 16 wrz 2017, 01:32
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
sirAzgar napisał(a):
Bo człowiek najbardziej ceni życie, gdy może je stracić

Tak, ale tylko na chwilę. Bo...

czarownik napisał(a):
Po wspomnianym przeze mnie bardzo niemiłym doświadczeniu, przez kilka tygodni byłem bardziej aktywny życiowo, wiedzy, przyrody, ludzi. Później wszystko wróciło do "normy".

U mnie zawsze było identycznie. Przez pewien okres czasu doceniałem życie bardziej, ale potem to zawsze się normowało (bo nie piszę jedynie o tej sprawie z wodą, parę razy byłem "blisko"). To zawsze może tak z miesiąc, dwa trwało - takie wzmożone docenianie tego, że się żyje. Może trochę dłużej, ale na pewno nigdy nie było tak, żeby zmieniło się życie na amen. Tak jak napisałeś - wracało do "normy". A teraz to nawet nie wiem, czy i na chwilę bym docenił, gdyby mnie znowu spotkało coś na krawędzi i bym to przeżył. Już bym chyba tak bardzo nie walczył, żeby żyć, nie zależy mi na tym tak jak dawniej. Ale...

czarownik napisał(a):
Aha, jeszcze jedno uczucie sobie przypominam. Łzy mi leciały z żalu, że niczego już nie dokonam w życiu. Nie że np. nie zaznam z kobietami przyjemności itp., tylko że niczego nie dokonam.

I tutaj mam coś identycznego, choć nie w kontekście sytuacji podbramkowych, ale ogólnie w podejściu do tematyki życia i śmierci. Jak napisałem - umierania się nie boję, śmierć nie jest dla mnie niczym, czego bym się lękał, ale jest tutaj coś, przez co wolałbym umrzeć trochę później - mianowicie to, o czym piszesz - potrzeba zrobienia tutaj jeszcze kilku rzeczy. I tylko o to chodzi. Gdy zrobię wszystko, co mam do zrobienia - droga wolna, mogę umrzeć, nie zależy mi, ale niech to będzie właśnie dopiero wtedy. Właściwie to ja sobie w taki właśnie sposób przedłużam życie, bo stawiam sobie jakieś różne cele do realizacji i wmawiam sobie, że nie umrę wcześniej, niż uda mi się je zrealizować. To dla mnie taki motor trzymający przy życiu. Jedyny właściwie, bo poza nim to nic więcej mnie tutaj nie trzyma - to co by mogło i na czym zależy mi najbardziej jest nierealne w tym życiu, tak więc - jest jak jest... Tak to u mnie działa.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 17 wrz 2017, 19:53
czarownik

reputacja neutralna
Podróżnik
Ostatnio widziany(a):
czwartek, 21 wrz 2017, 10:12
 
   
0
szczyglis napisał(a):
Gdy zrobię wszystko, co mam do zrobienia - droga wolna, mogę umrzeć, nie zależy mi, ale niech to będzie właśnie dopiero wtedy. Właściwie to ja sobie w taki właśnie sposób przedłużam życie, bo stawiam sobie jakieś różne cele do realizacji i wmawiam sobie, że nie umrę wcześniej, niż uda mi się je zrealizować. To dla mnie taki motor trzymający przy życiu. Jedyny właściwie, bo poza nim to nic więcej mnie tutaj nie trzyma - to co by mogło i na czym zależy mi najbardziej jest nierealne w tym życiu, tak więc - jest jak jest... Tak to u mnie działa.

Tak jest też u mnie. Tylko leń ze mnie tzn. więcej myślę, planuję niż robię... Chociaż ostatnimi czasy, jak raz na 5-7 dni wypiję dwa wina czerwone wytrawne (czyli z winogron czarnych), to trzeciego, czwartego i piątego dnia nie próżnuję. Tylko wino tak na mnie działa, żaden inny trunek.
Re: JAK UMIERA CZŁOWIEK? OSTATNIE MOMENTY ŻYCIA Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: niedziela, 17 wrz 2017, 20:54
czarownik

reputacja neutralna
Podróżnik
Ostatnio widziany(a):
czwartek, 21 wrz 2017, 10:12
 
   
0
szczyglis napisał(a):
A teraz to nawet nie wiem, czy i na chwilę bym docenił, gdyby mnie znowu spotkało coś na krawędzi i bym to przeżył. Już bym chyba tak bardzo nie walczył, żeby żyć, nie zależy mi na tym tak jak dawniej.

Ja też tak o sobie myślę. Może dlatego, że jesteśmy starsi. A może potrzebujmy nowych wyzwań albo (i) przewartościowania.

P.S. Kilkanaście lat temu sparowałem w Kick boxingu. Co jakiś czas w sparingu udało mi się przeciwnika uderzyć, kopnąć, i odwrotnie - jemu mnie. Czułem się później uskrzydlony, poza salką. Niestety, "spowszedniało" to po kilkunastu sparingach - powrót do normalności.
Strona 1 z 1 [ Posty: 21 ] Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku  

POKŁAD KAJUT TEMATYCZNYCH Cel Życia

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników
Skocz do:  
Szukaj:
Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg


wysyłanie...czekaj...


Powered by phpBB © 2002, 2006 phpBB Group
upgraded by szczyglis /2017/ v. 3.1 | 20.08.2017 [ Dziennik zmian ]
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Strefa czasowa: UTC + 1
[ Time : 1.914s | 35 Queries | GZIP : Off ]