Schowaj/Wysuń odtwarzacz Youtube
zamknij okno i wyłącz film     odtwórz dowolny film z YT
Na forum są teraz:
Google [Bot]
79df6aa5f1ffdf9e93703145dcd2fd9a
CZAT Z FN Data najbliższego czatu z FN wkrótce zostanie podana! ""
Zapis streamu z 19.03 jest już dostępny tutaj: link do video YT - kliknij
brak nowych PW
79df6aa5f1ffdf9e93703145dcd2fd9a
Strona 3 z 10 [ Posty: 139 ]

*< 1 2 3 4 5 6 ... 10 >
Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku

Pokaż pierwszy nieprzeczytany post

Drukuj
Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 18:27
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 25 mar 2017, 00:46
 
   
0
A to już nie do mnie pytanie.
Musisz zapytać orędowników teorii miłosiernego, lecz palącego na stosie Boga, czyli Aleksandrę i Stefana.

PS. Ja kiedyś miałem taką teorię: viewtopic.php?f=29&t=4082

Przeklejam:
Chciałem Wam przedstawić moją, może dość radykalną teorię co do ogólnej konstrukcji naszego świata, bogów i obcych cywilizacji. Zahaczy to może o coś w rodzaju Danikena, ale to przypadek, bo nie sugeruję się jego teoriami.

W nocy nie mogłem spać, więc dużo sobie rozmyślałem i zastanawiałem się jak połączyć racjonalną wersję świata ze światem duchowym i wpadłem na to jak to połączyć. Postaram się przedstawić racjonalne argumenty i racjonalne przesłanki na to, że moja wersja wydarzeń może być prawdziwa i że wcale nie tak łatwo będzie jej zaprzeczyć.

Na początek - sprawa obcych cywilizacji. Dla mnie jest wręcz faktem, że takowe istoty nas odwiedzają. Miliony obserwacji i spotkań na całym świecie. Sam byłem świadkiem manifestacji UFO, więc wiem, iż jest to realne fizyczne coś, co lata nam nad naszymi głowami. Dodatkowo - jest to zjawisko jak najbardziej fizyczne, które wielokrotnie było uwieczniane na zdjęciach. Tak więc do tego, że są to realne obiekty fizyczne nie ma wątpliwości, takie obiekty pojawiają się również w relacjach wojskowych i oficjalnych raportach. To jedno, drugie to to, że Wszechświat w całym swoim niewyobrażalnym ogromie musi wręcz tętnić życiem.

Trzecia sprawa - Wszechświat jest już dość stary, jeśli porównać jego wiek do wieku naszego "świata". Przed nami było bardzo, ale to bardzo wiele czasu na powstanie i rozwinięcie się innych cywilizacji, którym my nie możemy nawet dorastać do pięt pod względem rozwoju i technologii. Wszystko wskazuje na to, że cywilizacje nas odwiedzające są wręcz niewiarygodnie przed nami jeśli chodzi o technologię. Potrafią w jakiś sposób zaginać znaną nam fizykę, potrafią wpływać na świadomość człowieka i robić z nią cuda, o czym będzie szerzej za chwilę.

Otóż praktycznie w każdej z relacji ze spotkania z UFO pojawia się wątek wpływu "obcych" na ludzką świadomość. Obca cywilizacja, czy też cywilizacje posiadają wrodzoną zdolność, bądż też technologię pozwalającą na wpływ na umysł człowieka. Są wymazywane wspomnienia, dziury w czasie, nieracjonalne luki w pamięci, a także wpływ na ludzkie emocje - takie jak wywoływanie obojętności i innych uczuć. Mówi o tym w zasadzie każdy, kto spotkał się z takim zjawiskiem. Wiele z tych osób twierdzi również, że po tego typu zdarzeniach mają wręcz telepatyczny kontakt z czymś, oraz że w momencie samego spotkania wszelkie "rozmowy" odbywały się bez używania słów - telepatycznie, tak jakby obcy mieli całkowity dostęp do naszych umysłów.

To tytułem wprowadzenia. Teraz trochę o samym człowieku i religiach.
Jak zapewne każdy wie, religii na tym świecie (tych większych) jest kilka. Co jest wspólnym mianownikiem każdej z religii - wszystkie one zaczęły się od jakiegoś "objawienia" - czegoś podczas czego jakaś osoba doznawała "objawienia" i przedstawiana została takiej osobie wizja "boga". Zarazem - co bardzo ważne w mojej teorii - każde z tych "objawień" przedstawiało zupełnie innego "boga", a przy tym każda z tych osób (Mojżesz, Mahomet itd.) była zawsze święcie przekonana, że wizja "boga" tej osobie przedstawiona jest tą najprawdziwszą. Fakt ten pozostał do dziś, stąd mamy podział świata na różne religie i każda ze stron jest przekonana o prawdziwości jedynie swojej religii.

Skąd więc taki rozłam? Czyżby bogów było wielu?
Przypominam, że każda z religii uważa, że ma monopol na swoją wersję wydarzeń i wizję "boga". Nie przekonasz chrześcijanina do wiary w Allaha, tak samo jak nie przekonasz muzułmanina do wiary w Jahwe. Mamy więc totalny rozłam i swego rodzaju wojnę religijną, która trwa od lat. Czy więc "bogów" jest wielu? Otóż nie.
Nie ma żadnego "boga", takiego jak przedstawiają to religie, nie ma też żadnego "szatana" w tego typu rozumieniu.
Jest jedynie wizja zaszczepiona dawno temu danemu "prorokowi", która to wizja przez wieki była powielana i trwa w postaci religii po wsze czasy.

Jak więc to pogodzić? Jak pogodzić fakt istnienia tak wielu "bogów"?
Otóż wszystko zacznie nam się układać jak puzzle w jedną całość, jeśli przyjmiemy, że za wszystkimi "objawieniami" stoi nie żaden "bóg" w ludzkim tego słowa myśleniu, lecz...cywilizacja wyprzedzająca nas o setki tysiecy, być może miliony lat w rozwoju. Jak wspomniałem na początku - obcy w jakiś sposób mają dostęp do świadomości człowieka i wywołanie u niego wizji, czy też jak to mówi się w religiach "objawień" nie jest dla nich żadnym technologicznym problemem.

Po co więc tysiące lat temu obca cywilizacja miałaby robić coś takiego?
Wszak jak widzimy na każdym kroku, do niczego dobrego to nie doprowadziło (poza wojnami) i zatrzymało to proces rozwoju człowieka w miejscu. Po co więc? To teraz pomyślmy.

W jaki sposób najprościej kontrolować poczynania jednostki? Dać mu religię!
Dać mu kij i marchewkę oraz zagrozić batem. Sprawić, żeby uwierzył, że istnieje coś ponad nim, co może go wynagrodzić za posłuszeństwo, lub ukarać za niesubordynację. To taktyka znana od lat i szeroko opisana przez psychologię.

Jak jednak stworzyć religię w umyśle człowieka? Cofnijmy się do czasów np. Mojżesza.
Jak takiemu prostemu człowiekowi przedstawić się jako "bóg"? Najprościej pokazać mu coś, co łopatologicznie zrozumie i co nie będzie przerastało jego rozumowego pojmowania. Co więc zrobią obcy? Nie pokażą się przed człowiekiem i nie powiedzą takiemu Mojżeszowi - "witaj, naszym układem jest galaktyka taka i taka, a to jest nasz hiperantygrawitacyjny statek itp.". Nie zrobią tego, bo człowiek tego nie pojmie. Zamiast tego - dajemy mu coś w co uwierzy i pojmie to rozumem.

Stąd też zaszczepia się wizję surowego "boga", który daje jasne wytyczne jak "owieczki" mają się zachowywać, aby otrzymać nagrodę, a nie otrzymać kary. Tak powstaje Stary Testament ze swoim zbiorem praw.

Następnie, gdy człowiek już lekko moralnie dojrzeje, zaszczepiają mu "aktualizację" w postaci tym razem miłosiernego "boga", gdyż stara "wersja" przestaje się już powoli sprawdzać. Tak powstaje Nowy Testament i tym samym tłumaczy to w sposób logiczny i bez żadnej sprzeczności wizję dwóch wersji tego samego przecież podobno "boga".

Tymczasem Bóg - ten prawdziwy, nie ma nic wspólnego z tymi "bogami" zapodawanymi człowiekowi za pomocą religii, gdyż jest on Energią stwórczą, bytem doskonałym, bezosobowym, nie będącym ani dobrym, ani złym, lecz zwyczajnie neutralnym. Energia ta jest ponad wszystkim, nawet ponad obcą cywilizacją.
Tym samym wizja "boga miłosiernego" i "złego szatana" po drugiej stronie to jedynie wizja nadana człowiekowi, aby łatwiej mu było zrozumieć, czym jest dobro, a czym jest zło i jak powinien się zachowywać.

Po co więc teraz tworzyć jeszcze innych "bogów" i tym samym wywołać odwieczne wojny na tle religijnym?
Z prostego logicznego powodu - a właściwie dwóch powodów - pierwszy: aby człowiek zbyt szybko jako gatunek się nie rozwinął. Powód drugi - człowiek w swojej naturze musi posiadać naturalnego, zewnętrznego wroga - inaczej za wroga uzna sąsiada, tak jak to było przed wszelkimi religiami. Kilka różnych religii pozwala zatem człowiekowi nie wytłuc się w obrębie swojej własnej "osady", a jednocześnie trzyma go w ryzach i nie pozwala na zbyt szybki rozwój, gdyż jako gatunek niższy od "twórcy" nie powinno się mu pozwolić, aby "produkt" poznał swojego "twórcę" i zrównał się z nim, gdyż straci się wtedy nad nim kontrolę. To również taktyka stosowana przez lat przez samego człowieka.

Tym samym wyjaśniona w sposób racjonalny zostaje sprawa istnienia różnych religii i różnych "bogów" w nich występujących.
Wszystko to iluzja, kłamstwo idealne, stworzone po to, aby trzymać nasz gatunek pod kontrolą. Szalone? Wcale nie.

Jedziemy dalej - religię co jakiś czas trzeba podsycać, stąd kolejne "objawienia", które przypominają człowiekowi o istnieniu jego "boga". Tym samym Aleksandra nie rozmawia z Bogiem i aniołami, lecz z "bogiem" stworzonym na potrzeby religii, a anioły to jedynie projekcja tego co od wieków było zaszczepiane w umysłach ludzi. Tym samym Aleksandra tak naprawdę rozmawia...z Kosmitami.

Tłumaczyłoby to też odpowiedzi "anioła" - bardzo niejasne, ogólnikowe, nie mówiące tak naprawdę niczego konkretnego, bo "nie wolno zbyt dużo wiedzieć". Przypomina Wam to coś? Relacja rząd - społeczeństwo. Społeczeństwo nie może wiedzieć zbyt dużo, gdyż rząd utraci nad nim kontrolę. Tymczasem w rzeczywistości nie istnieje żaden "bóg", nie istnieje żaden "szatan", a prawdziwy Bóg jest zupełnie ponad to wszystko.

Teraz od strony fizycznej - cuda w Fatimie wielu ludzi opisywało jako "cud słońca", tańczącą ognistą kulę na niebie. Nie przypomina to czegoś? Była to manifestacja typowo fiyczna. Sam Jezus za to podobno został wzięty żywcem do "nieba". Czy to też czegoś nie przypomina?

Pozostaje teraz sprawa świadomości. Czym jest świadomość, że obca cywilizacja może mieć do niej dostęp?
Musi być rodzajem jakiejś energii, której jeszcze nie odkryliśmy, a którą w pewien sposób na płaszczyźnie fizycznej można manipulować, być może jakąś globalną siecią energii, do której póki co nie mamy jeszcze dostępu, choć zdarzają się przypadki telepatii u ludzi, gdy coś "pójdzie nie tak" i na skutek jakiegoś błędu człowiek dostaje dostęp do tej "sieci".

A czym jest człowiek? Być może eksperymentem.
Tak jak my hodujemy rybki w akwarium, tak ktoś może hodować nas. Cywilizacja przerastająca nas o miliony lat byłaby jak najbardziej zdolna do czegoś takiego i wcale nie jest to nieracjonalna teoria. Poza tym, w historii człowieka jest pewna dziwna luka, której nijak nie da się wytłumaczyć ewolucją. Człowiek po prostu pojawił się w obecnej formie zbyt nagle. Teraz to już zahaczy o Danikena, ale być może mityczne żebro Adama, to tak naprawdę metafora na manipulację przy DNA, w skutek czego dawny człowiek został "zupgrade'owany"?

I to tyle w wielkim skrócie.
Teraz proszę mi to wszystko racjonalnie obalić, tylko nie na wiarę, ale jakimiś racjonalnymi argumentami "przeciw".

_____


Lecimy dalej.
To, że taki człowiek jak Jezus istniał to wiem, bo to fakt potwierdzony historycznie.
Mnie ciekawi taka sprawa, bo to też muszę sobie racjonalnie wytłumaczyć, mianowicie narodziny i życie Jezusa.
Otóż - wierzący wierzą, że pojawił się anioł i "zapłodnił" Maryję.
Musiało to odbyć się w sposób fizyczny, bo z powietrza jej się płód nie zmaterializował.
Więc teraz zakładając, że tak było, to mamy taki obraz:

Mamy sobie tego kosmitę, jakiegoś główniejszego w ichniejszej hierarchi.
Kosmita ten:
Obrazek

objawiający się pod postacią bytu ze skrzydłami, co by Maryji nie przestraszyć:
Obrazek

dokonuje tego:
Obrazek
...czyli pierwszego w dziejach ludzkości zabiegu in-vitro.

/siłą rzeczy Maryja musiała być zabrana na pokład statku, do laboratorium/

Jedyne wyjście, bo chyba do stosunku tam wtedy na sianie nie doszło myślę.

Powyższym Maryja zostaje zapłodniona zarodkiem ze zmodyfikowanym przez nich DNA:
Obrazek

Zmodyfikowany organizm posiada większe możliwości, niż zwykły człowiek, co by świadczyło o nadnaturalnych możliwościach Jezusa.
Jednocześnie Jezus dostaje odgórny zakaz spłodzenia potomstwa - co byłoby bardzo logiczne, ponieważ tak zmodyfikowane geny mogłyby stworzyć kolejnego nadczłowieka, a ten następnego itd. W efekcie - mielibyśmy rasę pół-bogów. Tłumaczyłoby to dlaczego Jezus, dorosły, zdrowy facet nie miał dzieci. To wszystko oczywiście, przy założeniu, że Jezus jakieś nadnaturalne moce posiadał.
Razem z zakazem spłodzenia potomstwa, Jezus otrzymuje również misję - nakaz pójścia na śmierć.
Stąd jego ostatnie słowa - wypełniło się /misja wypełniona/.

Jednocześnie, następnie już po wykonaniu swojej "misji" nie powinny pozostać na Ziemii żadne dowody w postaci takiego nadczłowieka, stąd Jezus zostaje razem z ciałem zabrany z powrotem do "nieba", mówiąc w skrócie przylatuje po niego "eskorta" i odlatują.

Tak powstaje religia.

Od strony fizycznej musiałoby to tak wyglądać jak przedstawiłem, innej opcji nie ma.

I teraz zasadnicze pytanie - jeśli jest to świat materialny, to raczej niemożliwym jest, aby były to istoty nieśmiertelne, więc równie dobrze obecnie pojawiać się może jedynie "delegacja", ale przedstawiająca się jedynie jako już utarte w głowach ludzi schematy i obrazy zaszczepione człowiekowi przez wieki. W skrócie - istota obecnie przedstawiająca się jako Jezus, tamtym Jezusem nie jest, a jedynie projekcją jego wizerunku.

To tak od strony "technicznej".

I jeszcze odnośnie mojej interpretacji definicji "Trójca święta", żeby nie było niedomówień.
Bóg - najwyższy rangą osobnik, który człowieka stworzył, a właściwie "zupgrade'ował" do poziomu homo sapiens sapiens.
Jezus - narodzony z DNA przygotowanego "na górze", a więc można go nazwać "synem Boga"
Duch święty - wszechobecne pole globalnej świadomości, na którym wszyscy operujemy.

Siłą rzeczy więc, wszystkie te 3 definicje można uznać za wspólną całość od strony fizycznej.

Ludzie wtedy jednak nie mieli pojęcia o świecie, technologii takiego jakie mamy teraz, więc zostało im to wytłumaczone łopatologicznie jak na tamte czasy, a właściwie oni to sobie tak tłumaczyli i spisali. To tak jakbyśmy my cofnęli się do czasów Jezusa i próbowali komuś wytłumaczyć na jakiej zasadzie działa telewizor plazmowy, akcelerator w CERN, czy mikroprocesor. Albo jakbyśmy pokazali komuś z tamtych czasów Stację Kosmiczną ISS - jestem ciekaw jak taki człowiek opisałby to co zobaczył. Rozumiecie do czego zmierzam?

Niestety tamtejsza terminologia funkcjonuje do dziś i ludzie wciąż ją interpretują dosłownie tak jak to zostało napisane 2 tys. lat temu, kiedy szczytem techniki było koło garncarskie.

Aha i jeszcze jedno, czym zaraz udowodnię, że wizerunek Jezusa to jedynie projekcja tworzona przez zupełnie inny byt i zakorzeniona w ludziach przez wieki, m.in. przez malunki i ogólnie sztukę. Ludzie widzą Jezusa takiego jakiego chcą go zobaczyć, a nie jego prawdziwe oblicze.

Otóż większość ludzi, która twierdzi, że widziała Jezusa mówi, że to piękny mężczyzna, który wygląda mniej więcej tak:
Obrazek
Zresztą większość ludzi na świecie ma takie wyobrażenie.
Niestety jest to fikcja i wizja artystyczna malarzy.


W rzeczywistości, według badań antropologów i historyków Jezus absolutnie nie miał prawa tak wyglądać.
Ludzie w tamtym rejonie i tamtym okresie byli śniadej cery i oblicze Jezusa mógło wyglądać conajwyżej mniej więcej tak:
Obrazek

Tylko mi tutaj proszę zaraz bez obalania tego na zasadzie Całunu Turyńskiego, bo jego autentyczność nigdy nie została potwierdzona.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 20:01
Luna
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Nie jest zle tylko chcialabym z ciekaowsci zapytac o kwestie smierci.
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 20:15
relatysta

reputacja neutralna
Orbita urana
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Coraz lepiej się rozkręcasz, aż miło poczytać. Tak na dobre wszystkie wątki i ich interpretacje mogły by być prawdziwe zwłaszcza te ostatnie.
O taką właśnie próbę analizy pism wszelakich mi właśnie chodziło.
Do Nowego Testamentu mam ambiwalentny stosunek; sprzeczności, przeinaczenia no i te apokryfy.
Osobiście skłaniam się do Jezusa wojownika/buntownika chcącego wygnać Rzymian.
Później zrobiono z niego co chciano, co pociągnąć mogło masy.
Pisma powstały po zburzeniu Jerozolimy, potrzeba było coś na pokrzepienie
serc.
Cytuj:
Są wymazywane wspomnienia, dziury w czasie, nieracjonalne luki w pamięci, a także wpływ na ludzkie emocje - takie jak wywoływanie obojętności i innych uczuć.

Łatwość i selektywność robienia tych luk w pamięci, sugerowała by faktycznie o zewnętrznym charakterze naszej pamięci, może i świadomości (opisywanej podczas śmierci klinicznej). Tą koncepcje lansuje Sheldrek. Jego pola morficzne otaczają molekułę, komórkę jak i całe ciało więc są zewnętrzne.
Intryguje mnie natomiast świat istot aleksandry za cienka kotarą - prawdopodobne, ale ta interpretacja...

Śmierć musi istnieć bo nie było by nas tu gdzie jesteśmy. Będziemy ją przesuwać w czasie, wraz z naszym rozwojem.
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 20:29
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 25 mar 2017, 00:46
 
   
0
Odnośnie tej śmierci i zewnętrznego charakteru pamięci wydaje mi się, że może to działać tak (oczywiście to tylko moja teoria): Jeśli nasza świadomość działa w szerszym polu - to zakładając, że tak mogłoby być - nasz mózg byłby niejako anteną na PIN do danej części tego pola. Jak z internetem - każda podpięta do sieci karta sieciowa ma unikalny identyfikator - adres MAC. W momencie śmierci - gdy mózg umiera, zwyczajnie połączenie zostaje przerwane i wracamy do punktu wyjścia, powracamy do sieci/świadomości samej w sobie jak nieodebrany pakiet w karcie sieciowej. Może jest takie pole (sieć), tylko go jeszcze nie odkryliśmy aparaturą i to tylko kwestia czasu? W CERNie co i rusz odkrywamy nowe cząstki.

Tylko trzeba badać - BADAĆ, naukowo, za pomocą właśnie takich kombajnów jak LHC, a nie poprzestawać na jakiejś wierze i założeniu, że człowiek ma duszę, bo tak powiedzieli i koniec - wszystko wyjaśnione, bo tak w Biblii napisali.

Wiara i religia to najgorsze co może być jeśli chodzi o rozwój, bo człowiek przestaje badać. Uznaje taki człowiek, że nie potrzeba mu już tego, bo wydaje mu się, że odkrył prawa Wszechświata i najlepiej już nic nie robić, niczego nie badać, tylko klęczeć na kolanach. O nic nie pytać, niczego nie analizować, tylko wierzyć.

Z innej strony, zakładając, że mózg odpowiada za całościową świadomość i pamięć, po jego śmierci stan energetyczny mózgu mógłby pozostać, rozproszyć się, ale energia jako taka nie ginie (ze zwykłych praw fizyki to wynika). Może nasza świadomość jest nie tyle układem neuronów i połączeń w mózgu, a samym prądem przez nie płynącym. Jak myślimy - płynie prąd. Mózg można dogłębnie przebadać za pomocą EEG, można wręcz odczytać prywitywne myśli za pomocą elektrod. Można by gdybać, ale wiele wskazuje, że wszystko odbywa się jednak tylko i wyłącznie w naszych mózgach, bo co np. z ludźmi, którzy w skutek uszkodzenia mózgu (wypadki etc.) tracą pamięć? Wynikało by z tego, że wszystko dzieje się wyłącznie w naszym mózgu.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 20:58
Luna
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Zwiedza Czerwoną Planetę
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
To bardzo ciekawe jest. Jednak na obrone religii odnosnie ze religia hamuje rozwoj to wielu ksiezy jest naukowcami.
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 22:16
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 25 mar 2017, 00:46
 
   
0
Luna napisał(a):
To bardzo ciekawe jest. Jednak na obrone religii odnosnie ze religia hamuje rozwoj to wielu ksiezy jest naukowcami.


Myślę, że większość księży przez te wszystkie lata badania i analizy "świętych ksiąg" dochodzi samoistnie do wniosku, że absurd tam goni absurd i myślę, że nie mają do końca zamkniętych umysłów, więc to nie koliduje u nich z pracą naukową. Kiedyś gadałem z takim jednym księdzem i powiedział takie zdanie: "gdybym tak musiał postawić się po drugiej stronie ołtarza (czyli jako wierny) i miał wierzyć w to wszystko co ksiądz/kościół mówi do ludu mając swoją wiedzę, to poważnie bym się zastanowił nad logicznym sensem tej wiary". Mniej więcej tak to brzmiało. Moja ex studiowała kiedyś teologię na UKSW i tam księża (niektórzy profesorowie dość nawet znani w Polsce) otwarcie na wykładach mówili, żeby tego wszytkiego nie interpretować tak dosłownie. Z tych wykładów wyłaniał się zupełnie inny obraz tego co myśli ksiądz/teolog, a tego co mówi się "owieczkom".

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 22:59
relatysta

reputacja neutralna
Orbita urana
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
Co do pamięci to pomimo wydanych milionów, nie udało się znaleźć śladu pamięciowego w mózgu, hipotetyczne ślady po prostu nie istnieją.
Odbywa to się natomiast za pomocą rezonansu zaistniałej sytuacji z mózgiem.
Nie potrafię dokładnie streści rozdziału o pamięci - a nie chcę przepisywać całych fragmentów - znakomitej książki "Nauka wyzwolenie z dogmatów" Sheldraka.
Polecam filmiki z jego udziałem powinny się spodobać i dać zrozumienie teorii pól morficznych. n.p.
https://www.youtube.com/watch?v=ANjzhbx2784

Księża; słyszałem dzisiaj w ToKFM wywiad z ks. prof. Adamem Świerzyńskim. W jego mniemaniu życie powstało z samo organizującej się materii, po wielkim wybuchu będącym nieskończonym cyklem. Dopytywany o Boga poprzestał tylko na Jego sprawczości. A Obcy jak najbardziej, zastanawiał się tylko nad zbawieniem ich.
Re: Co z tym Światem? Napisane: czwartek, 11 lut 2016, 23:37
Jasper
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Leci na Marsa
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
szczyglis napisał(a):
Wyobraź sobie - masz robota policyjnego. Jak mu zaimplementujesz, że w takich i takich okolicznościach może otworzyć ogień do przestępcy, a nie może do niewinnego cywila? Maszyna tego nie rozróżni, weźmie pod uwagę pierdylion zmiennych i podejmie decyzję na tej zasadzie, a nie na zasadzie abstrakcji.


Po raz kolejny przytoczę tu film "Ja robot". Właśnie to o czym tu piszesz Szczyglis świetnie zademonstrował Alex Proyas. Główny bohater, którego gra Will Smith uległ wypadkowi samochodowemu, w którym uczestniczyła również mała dziewczynka. Gdyby do ratunku rzucił się człowiek, pierwszą ratował by dziewczynkę bo moralność nakazuje, że w pierwszej kolejności ratujemy dzieci i kobiety. Ale do akcji ratunkowej wkroczył robot. Robot obliczył, które z nich matematycznie ma większe szanse na przeżycie i wybrał Willa, którego łatwiej było uratować. Dziewczynka zginęła. Oczywiście to tylko film, ale ta scena dobitnie pokazuje jaka będzie SI.
Re: Co z tym Światem? Napisane: piątek, 12 lut 2016, 01:54
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 25 mar 2017, 00:46
 
   
0
Dżasper napisał(a):
szczyglis napisał(a):
Wyobraź sobie - masz robota policyjnego. Jak mu zaimplementujesz, że w takich i takich okolicznościach może otworzyć ogień do przestępcy, a nie może do niewinnego cywila? Maszyna tego nie rozróżni, weźmie pod uwagę pierdylion zmiennych i podejmie decyzję na tej zasadzie, a nie na zasadzie abstrakcji.


Po raz kolejny przytoczę tu film "Ja robot". Właśnie to o czym tu piszesz Szczyglis świetnie zademonstrował Alex Proyas. Główny bohater, którego gra Will Smith uległ wypadkowi samochodowemu, w którym uczestniczyła również mała dziewczynka. Gdyby do ratunku rzucił się człowiek, pierwszą ratował by dziewczynkę bo moralność nakazuje, że w pierwszej kolejności ratujemy dzieci i kobiety. Ale do akcji ratunkowej wkroczył robot. Robot obliczył, które z nich matematycznie ma większe szanse na przeżycie i wybrał Willa, którego łatwiej było uratować. Dziewczynka zginęła. Oczywiście to tylko film, ale ta scena dobitnie pokazuje jaka będzie SI.


O to to, dokładnie o to mi chodzi.
Ja jeszcze bym dodał do swojego przykładu jedną rzecz:
Jest interwencja takiej policyjnej maszyny - robot ma zaimplementowane, żeby nie strzelać do niewinnych i nieuzbrojonych. Ofiara powiedzmy napadu, będąca może w szoku sięga szybkim ruchem do kieszeni po papierosa. Robot analizuje sytuację, przelicza statystyki ile osób na ile w takiej sytuacji sięga po broń, a ile po coś innego. Statystyki są przeciwko ofierze, 80% takich ruchów kończy się wyciągnięciem gnata. Szybka kalkulacja plus pewnie jeszcze kilka innych zmiennych, decyzja - otworzyć ogień. Ofiara ginie.

Przypadek bardziej ekstremalny - za broń wzięta zostaje zabawka, bądż w skutek jakiegoś błędu w ocenie sytuacji/niefortunnych, niekorzystych zmiennych decyzyjnych zostaje podjęta błędna decyzja. A pamiętajmy, że jest to jedynie matematyka, bez rozczulania się:

Przypnij w rogu ekranu     https://www.youtube.com/watch?v=A9l9wxGFl4k



To jest w ogóle mega ciekawy temat na bardzo obszerne rozkminy.
Odpowiedzi na pytanie "jak to wszystko ugryźć" wcale nie są takie proste jak się może wydawać.

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Co z tym Światem? Napisane: piątek, 12 lut 2016, 09:27
Jasper
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Leci na Marsa
Ostatnio widziany(a):
-
 
   
0
szczyglis napisał(a):
Ja jeszcze bym dodał do swojego przykładu jedną rzecz:
Jest interwencja takiej policyjnej maszyny - robot ma zaimplementowane, żeby nie strzelać do niewinnych i nieuzbrojonych. Ofiara powiedzmy napadu, będąca może w szoku sięga szybkim ruchem do kieszeni po papierosa. Robot analizuje sytuację, przelicza statystyki ile osób na ile w takiej sytuacji sięga po broń, a ile po coś innego. Statystyki są przeciwko ofierze, 80% takich ruchów kończy się wyciągnięciem gnata. Szybka kalkulacja plus pewnie jeszcze kilka innych zmiennych, decyzja - otworzyć ogień. Ofiara ginie.

Przypadek bardziej ekstremalny - za broń wzięta zostaje zabawka, bądż w skutek jakiegoś błędu w ocenie sytuacji/niefortunnych, niekorzystych zmiennych decyzyjnych zostaje podjęta błędna decyzja. A pamiętajmy, że jest to jedynie matematyka, bez rozczulania się


Albo pole walki. Maszyna rozpoznaje wrogów po jego pozycji i wyglądzie czyli umundurowaniu. A co jak wróg się przebierze w inny mundur, albo jeszcze lepiej w ubranie cywila i zmieni pozycje. Jak maszyna rozpozna kto jest wrogiem? Chyba wtedy każdy żołnierz będzie musiał mieć zaimplementowanego chipa, po którym maszyna będzie go rozpoznawać. Ale to i tak nie rozwiąże kwestii cywilów. Tak jak mówisz, to nie jest takie proste jakby się mogło wydawać. A jeżeli dojdzie do awarii? Tak jak w Robocopie? Kto za to odpowie? Maszyny nie ukarzemy, bo to tylko maszyna zaprojektowana przez człowieka. Może projektanta? A może programistę? A może kogoś w fabryce, kto wyprodukował wadliwą część? Albo kogoś, kto tę wadliwą część nie wyłapał podczas kontroli jakości? A może testera, który nie wychwycił usterki w gotowej maszynie? Albo całą firmę, za wyprodukowanie szajsu?
Re: Co z tym Światem? Napisane: niedziela, 14 lut 2016, 22:46
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 25 mar 2017, 00:46
 
   
0
Ciekawa rozkmina na te tematy:


_______________

W samobieżnych samochodach o życiu i śmierci decyduje komputer. Czy jeśli zajdzie taka konieczność, poświęci on pasażerów? O zagrożeniach, jakie niesie ze sobą nowa maszynowa etyka.

Pewnego dnia może zdarzyć się coś podobnego: samobieżny samochód, sterowany przez komputer pędzi przez okolicę, kierowca siedzi sobie wygodnie, czytając gazetę. Nagle na drogę, po której obu stronach rosną drzewa, wyskakuje troje dzieci. W tym momencie komputer musi podjąć decyzję. Czy zrobi to, co jest słuszne? Od jego reakcji zależy życie czworga ludzi.


Najsensowniej będzie poświęcić kierowcę?
Maszyna może dojść do wniosku, że w tej sytuacji najsensowniej będzie poświęcić kierowcę. Skieruje więc pojazd na drzewo. Dlaczego miałaby postąpić inaczej? Czy byłoby lepiej, gdyby zginęła trójka dzieci?

Kiepska perspektywa dla naszego kierowcy. Wizjonerzy przekonujący o zaletach samobieżnych aut ułatwiają sobie sprawę, mówiąc jedynie o zaletach owego rozwiązania: człowiek przemieszcza się wygodnie i jest bezpieczny jak w pociągu. Stale jednak zdarzają się wypadki, których nie da się uniknąć: pojawiające się znienacka dzieciaki, zajeżdżający drogę motocykliści czy pojazd, który wpadł w poślizg na przeciwnym pasie. Co wtedy?

Zanim kierowca wyłoni się zza czytanej gazety i opanuje sytuację, może być już za późno. Maszyna musi sama ułożyć sobie scenariusz kolejnych wydarzeń i obliczyć, co należy zrobić. Miejmy nadzieję, że jest zaprogramowana tak, by starała się zminimalizować potencjalne szkody. To oznacza jednak, że musi przesądzić o losie uczestników zdarzenia.

Rozwój technologii postępuje zadziwiająco szybko, wkrótce mogą trafić na rynek samochody, które poradzą sobie w pełni bez ludzkiego kierowcy. Optymiści uważają, że na autostradach pojawią się one już w 2020 roku, a po kilku kolejnych latach ruch samobieżnych pojazdów obejmie całą sieć dróg.
Wielu producentów, od Daimlera po Teslę, pracuje nad takimi samochodami, a najbardziej spieszy się Google. Koncern ten odważa się również na najbardziej śmiałą prognozę. Chris Urmson, szef projektu, powiedział niedawno, że jego starszy syn mógłby za cztery lata zrobić prawo jazdy. "Chcemy, żeby już go wcale nie potrzebował" – stwierdził.

Komputer byłby z pewnością znacznie lepszym kierowcą niż człowiek – nigdy nie straci koncentracji, jest szybki w reakcjach i przez cały czas kontroluje w pełni sytuację na drodze. Jeśli przejmie stery, liczba wypadków na drogach może ulec znacznemu zmniejszeniu. Pojawią się za to inne – całkiem nowego rodzaju, bardzo niepokojące.

W przyszłości bowiem ofiary zostaną wybrane już wcześniej. Samochód sam zadecyduje, kogo ocali, a kogo zrani. W sytuacjach skrajnych będzie to oznaczało wybór między tym, kto ma żyć, a kto musi zginąć. Przy tym zwykłe, stare wypadki drogowe wydają się niemal błahostką.

Człowiek siedzący za kierownicą nie ma zwykle wielkiego wyboru – naciska pedał hamulca, skręca gwałtownie kierownicą, ociera się o pieszego, uderza w inne auto lub w drzewo. Niezależnie od tego, co zrobi, nikt nie będzie pociągał go do odpowiedzialności za odruchy w chwili grozy. Nawet gdy nieszczęsny kierowca przejedzie siedmiu przechodniów na światłach, żeby ominąć dziecko, które wybiegło mu przed maskę, większość uzna tę sprawę za przypadek losowy.
Nikt w obliczu wyższej konieczności nie podejmuje przemyślanych decyzji. Tu rządzi jedynie odwieczna panika istoty, która chce się za wszelką cenę ratować.


Komputer nie zna uczucia, ale czy może się mylić?
Zupełnie inaczej reaguje komputer. Nie zna uczucia przerażenia, zawsze zachowuje zimną krew i jest poczytalny. W jednej chwili analizuje sytuację, robiąc to tysiąc razy szybciej niż człowiek. W dodatku kieruje pojazdem naszpikowanym czujnikami i optycznymi miernikami odległości.

Kamery zapewniają widoczność ze wszystkich stron. Wkrótce maszyna, dzięki programowi rozpoznawania twarzy, będzie być może potrafiła ocenić również wiek i płeć uczestników zdarzenia.
To tak, jak gdyby kierowca w samym środku rozgrywającego się właśnie wypadku mógł zatrzymać film – zobaczyć dzieci na środku drogi, a jednocześnie pełen ludzi samochód, który z o wiele za dużą prędkością zbliża się do niego z tylu. I co zrobić teraz? Nacisnąć z całej siły pedał hamulca czy też nie?

Komputer ma taki wybór. Nawet gdy sytuacja wymaga ogromnego pośpiechu, jest w stanie wykalkulować, co się zdarzy, gdy wybierze poszczególne warianty reakcji. Potrafi reagować racjonalnie i nie może inaczej. Nie zacznie w panice hamować ani nie przejedzie trojga dzieci, jeśli będzie istniała lepsza opcja.

Pytanie tylko czy śmierć niewinnego kierowcy ma oznaczać to lepsze wyjście? Takie problemy narzuca nam przyszłość i na pomoc spieszą tu filozofowie. Z nieco sadystyczną pomysłowością obmyślają przyszłe scenariusze wypadków drogowych, jeden straszniejszy od drugiego. Za każdym razem zadanie brzmi: proszę wyliczyć najmniejszą możliwą szkodę.

Stosunkowo prosty jest wybór pomiędzy dwoma pieszymi. Dziecko wybiega na jezdnie, jadący samochód może ominąć je jedynie wjeżdżając na chodnik, na którym staruszka porusza się na wózku inwalidzkim. Ze statystycznego punktu widzenia dziecko ma przed sobą jeszcze wiele lat życia, stara kobieta ma znacznie mniej do stracenia. Czy aby zminimalizować szkody, kierowca może więc ją przejechać?
Sytuacja staje się bardziej przykra, gdy wkalkulować trzeba pośrednie straty w ludziach. Wyobraźmy sobie, że pędzą wprost na siebie dwa samochody, volvo i małe auto, które wykonywało ryzykowny manewr wyprzedzania. Zderzenie jest nieuniknione. Sterowany komputerowo mały pojazd może staranować volvo, które ma tak grubą blachę, że powstanie co najwyżej parę wgnieceń na karoserii. Albo tez maszyna roztrzaska mniejsze auto, ryzykując śmierć pasażerów.

Komputer, zaprogramowany na wybór najmniejszej szkody, powinien oszczędzić małe auto. Ale czy to słuszna decyzja? Właściciele volvo na pewno zgłosiliby zastrzeżenia. Kto chciałby mieć taki taran na kółkach, który w razie jakiegokolwiek wypadku na drodze z magiczną siłą przyciąga do siebie inne pojazdy?
W podanym przykładzie dochodzi jeszcze problem winy – w końcu to mały pojazd znajdował się na niewłaściwym pasie. Czy ma za to dostać nagrodę?
To są na razie jedynie gry myślowe, tak dla wprawienia się. Ale z pewnością dojdzie do wypadków, które będą przypominały opisane, i każdy z nich może wywołać wzburzenie.

Oczywiście to nie komputer w chwili grozy podejmuje decyzję. Jest tylko maszyną, potrzebuje jednoznacznych reguł, programu. To, w jaki sposób samobieżny pojazd ma zachować się w najróżniejszych możliwych scenariuszach wypadków, musi zostać wyjaśnione, zanim jeszcze zjedzie on z taśmy produkcyjnej.
Tym samym to, co nazywano niegdyś zrządzeniem losu, staje się problemem do przemyślenia. Społeczeństwo musi zastanowić się nad moralnym aspektem nowych pojazdów. Dobra wiadomość jest taka, że ma na to czas. Zła: że trudno wyobrazić tu sobie jakieś zadowalające rozwiązanie.

Przy każdej decyzji trzeba starannie rozważyć możliwe skutki. Czy należy pozwolić samochodowi, by z bezwzględnością maszyny bojowej troszczył się zawsze o przeżycie swoich pasażerów? Nawet jeśli miałoby przy tym zginąć troje dzieci? Alternatywa – samochód, który zabija swojego właściciela, gdy wydaje mu się to najlepszym wyjściem – też nie brzmi kusząco. Kto chciałby kupić takie auto? Maszyna, która decyduje o naszym życiu – coś takiego jest zbyt potworne. Do tego dochodzi jeszcze fakt, że nie istnieje elektronika pozbawiona błędów. Co będzie, gdy komputer się pomyli i uderzy w drzewo tylko dlatego, że na jezdnię wyskoczył królik?


Maszyny zaczną żyć swoim życiem?
Samochody, jakie znaliśmy dotychczas, były całkowicie w służbie człowieka, i na tym polegał ich urok. Już dawniej powstawały jednak dreszczowce o maszynach, które zaczynały żyć własnym życiem. Na przykład nakręcony na podstawie powieści grozy Stephena Kinga film pod tytułem "Christine", w którym czerwony jak krew 1958 plymouth fury jeździ po ulicach, polując na ofiary.

Jak na razie nie istnieje jeszcze taki gatunek maszyn, które mogłyby decydować o życiu i śmierci, choć być może zabójcze drony już wkrótce bez naziemnego pilota będą odnajdywać swój cel. Również samobieżne auto potrzebuje, podobnie jak dron, algorytmu do śledzenia osób, tyle że w ruchu ulicznym chodzi podobno o wyższy cel: zminimalizowanie szkód.

Czy istnieje jakieś wyjście z owego dylematu? Specjaliści zastanawiają się obecnie nad powierzeniem decyzji ślepemu przypadkowi. W skrajnych sytuacjach program sterujący losowałby, czy potrącone ma zostać dziecko, czy starsza kobieta na chodniku. Lecz taka loteria ofiar wydaje się tym bardziej rzeczą nieludzką. Poza tym po co w takim razie komputer za kierownicą, skoro koniec końców reakcja ma być tak samo nieprzemyślana, jak w przypadku tej podejmowanej przez człowieka?
Pozostaje więc ograniczyć kłopotliwą autonomię pojazdu. Wówczas kierowca miałby obowiązek być przez cały czas gotowy do działania. Lecz nawet wtedy maszyna musiałaby zostać wyposażona w odpowiedni program na wypadek, gdyby człowiek zawiódł lub nie dość szybko zorientował się w sytuacji. Jeśli może działać, powinna to robić.

Samodzielne auto, i na to nic chyba nie da się poradzić, stale jest w akcji, zwłaszcza w momencie tuż przed wypadkiem. Jaki byłby jego najłagodniejszy przebieg? Komputer wylicza cenę każdej straty osobowej. Czy życie dziecka jest warte więcej niż dorosłego? A jeśli chodzi o dwoje dorosłych ludzi? A o pięciu? Jak zmierzyć współczynnik winy? Czy dzieci znajdujące się w samochodzie powinny zostać uznane za niewinne, nawet jeśli kierowca przejechał przez skrzyżowanie na czerwonym świetle? To wszystko musi zostać określone w komputerowym oprogramowaniu. Programiści nazywają to funkcją kosztów. Są to równania, w których można dokonać bilansu przeciwstawnych interesów. Na koniec komputer samochodowy wybiera rozwiązanie z minimalną sumą strat, jednym słowem – wypadek optymalny.


Ale czy szczęście i ból da się w ogóle wyliczyć?
Filozofowie zastanawiają się nad tym już od bardzo dawna. Angielski reformator Jeremy Bentham pod koniec XVIII wieku wynalazł nawet w tym celu specjalną formułę. Jego algorytm określał w przypadku każdego działania, ile niesie ono ze sobą zadowolenia lub bólu. Liczyło się wszystko: intensywność, czas trwania, liczba uczestników.

Bentham zapoczątkował szkołę utylitarystów. Jej zwolennicy twierdzą, że dobre jest to, co przynosi największą korzyść (po angielsku ”utility”), i to w przeliczeniu na wszystkich uczestników. Prawa człowieka uważał za ”nonsens na szczudłach”. Wyśmiałby zapewne współczesną konstytucję, taką jak niemiecka, która zabrania zabijania i torturowania ludzi, nawet jeśli miałoby to ocalić wiele innych istnień. Bentham marzył o społeczeństwie wytwarzającym według ściśle naukowych reguł maksymalną ilość dobra powszechnego, beznamiętnie jak maszyna, i jeśli to konieczne, bez oglądania się na jednostkę.

Kalkulacje Benthama przez długi czas uważano za błazeństwo, w dodatku zupełnie niemożliwe do zastosowania w praktyce. Ale teraz ten dawny utylitarysta staje się znowu interesujący dla zwolenników samobieżnych aut. Czy przykry problem decyzyjny związany z nowymi pojazdami dałoby się rozwiązać za pomocą zasad tego filozofa?

Nie dokona się tego oczywiście przez prosty bilans strat osobowych. Samochody, które działałyby jedynie na tej zasadzie, stanowiłyby nieustanne zagrożenie dla ogółu. W każdej chwili mogłyby przejechać Bogu ducha winną staruszkę na chodniku, by wyminąć dziecko, które nagle pojawi się na jezdni. To tak, jakby pacjent w szpitalu bał się, że lekarze złapią go i wypatroszą, by dzięki jego narządom uratować pięciu śmiertelnie chorych osób.

Filozofowie szukają już rozwiązania. Założenie brzmi: każda kalkulacja kosztów musi mieścić się w odpowiednich ramach, nie wszystkie ofiary są równorzędne. Uczestnicy ruchu drogowego słusznie spodziewają się od pozostałych zachowania zgodnego z obowiązującymi zasadami. Każdy wie, że na jezdni trzeba być uważnym, na chodniku natomiast zwykle nie pędzą pojazdy i tutaj pieszy może spacerować bez obaw. Każdy pojazd musi szanować tę chroniona strefę, nawet jeśli miałoby to kosztować życie dziecka. Zgodnie z ta zasadą Bogu ducha winni przechodnie mają większe prawa.

Niezależnie od tego, jak wytworzą się nowe zasady, muszą być one sformułowane w sposób matematyczny, w liczbach i równaniach, by komputer mógł je zrozumieć. Taka jest cena. Im bardziej samodzielne stają się maszyny, tym bardziej mechaniczna musi być moralność.

Nie da się uniknąć szerokiej debaty nad owymi problemami. Całkiem możliwe, że w jej trakcie marzenie o samobieżnych samochodach skończy się, zanim się jeszcze urzeczywistni – ponieważ w takim świecie nikt nie będzie chciał żyć.
Wówczas postęp zostanie zatrzymany i człowiek nadal pozostanie za kierownicą swojego pojazdu. Lecz i to nie byłoby niewinną decyzją. Przyczyną blisko 90 procent wypadków drogowych jest błąd ludzki. Co roku na drogach całego świata ginie ponad milion ludzi i dopóki sterów nie będzie mógł przejąć komputer, niewiele się tu zmieni. Czy więc warto?

http://moto.onet.pl/technika/samochod-s ... ani/n4lz0c

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - co nas czeka? Napisane: niedziela, 14 lut 2016, 23:45
neo
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Pluton
Ostatnio widziany(a):
sobota, 25 mar 2017, 00:39
 
   
0

Przypnij w rogu ekranu     https://www.youtube.com/watch?v=vk8wbtfEAII

Re: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - co nas czeka? Napisane: wtorek, 16 lut 2016, 01:06
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 25 mar 2017, 00:46
 
   
0
Chcecie zobaczyć coś totalnie wywalonego w kosmos?
Tak widzi abstrakcyjne rozpoznawanie obrazów sztuczna inteligencja od Google. W lewym górnym rogu macie słowo kluczowe dla obrazu jaki ma sobie "wyobrazić" SI. Można powiedzieć, że możemy tutaj zobaczyć jak myśli SI. Obejrzyjcie to na pełnym ekranie, bo robi wrażenie.

https://www.youtube.com/watch?v=VEItjJmJ-i0

Przypnij w rogu ekranu     https://www.youtube.com/watch?v=VEItjJmJ-i0



https://www.youtube.com/watch?v=IREsx-xWQ0g

Przypnij w rogu ekranu     https://www.youtube.com/watch?v=IREsx-xWQ0g



Trochę o samej technologii:
https://en.wikipedia.org/wiki/DeepDream

Cytuj:
DeepDream is a computer vision program created by Google which uses a convolutional neural network to find and enhance patterns in images via algorithmic pareidolia, thus creating a dreamlike hallucinogenic appearance in the deliberately over-processed images.


A tutaj już prawdziwy kosmos:
Film oglądany przez SI Google'a:
https://www.youtube.com/watch?v=DgPaCWJL7XI

Przypnij w rogu ekranu     https://www.youtube.com/watch?v=DgPaCWJL7XI


Tak widzi to komputer analizujący obraz i szukający skojarzeń ze znanymi mu wzorcami.

Tu możecie pobawić się sami:
http://deepdreamgenerator.com/

Przykładowo, jak sztuczna inteligencja widzi fotki ze Zdanów:
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Cybernetyka, SI i etyka maszyn - co nas czeka? Napisane: wtorek, 16 lut 2016, 11:18
Antybristler
Avatar użytkownika
reputacja neutralna
Pierścienie Saturna
Ostatnio widziany(a):
niedziela, 12 mar 2017, 21:25
 
   
0
A więc to nie księżyc, nie stacja kosmiczna, nie miska, tylko pajonk :D

Obrazek
Świat bez Żółwi byłby dużo mniej żółwiowy, bez ektoplazmy mniej ektoplazmowy, bez orbów mniej orbowy, bez Cameroonów mniej cameroonowy, a bez tajemniczych śnieżnych kul mniej tajemniczośnieżnokulowy...
Re: Co z tym Światem? Napisane: wtorek, 16 lut 2016, 15:13
stefan12
Avatar użytkownika
reputacja poprawna
Galaktyka Andromedy
Ostatnio widziany(a):
piątek, 24 mar 2017, 23:41
 
   
0
szczyglis napisał(a):
I jeszcze odnośnie mojej interpretacji definicji "Trójca święta", żeby nie było niedomówień.
Bóg - najwyższy rangą osobnik, który człowieka stworzył, a właściwie "zupgrade'ował" do poziomu homo sapiens sapiens.
Jezus - narodzony z DNA przygotowanego "na górze", a więc można go nazwać "synem Boga"
Duch święty - wszechobecne pole globalnej świadomości, na którym wszyscy operujemy.

Siłą rzeczy więc, wszystkie te 3 definicje można uznać za wspólną całość od strony fizycznej.


Niezmiernie cieszy mnie, że wreszcie Szczyglis uwierzyłeś!
Strona 3 z 10 [ Posty: 139 ]

*< 1 2 3 4 5 6 ... 10 >
Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku  

POKŁAD KAJUT TEMATYCZNYCH Nauka

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników
Skocz do:  
Szukaj:
Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg


wysyłanie...czekaj...


Powered by phpBB © 2002, 2006 phpBB Group
upgraded by szczyglis /2017/ v. 2.7 | 13.03.2017 [ Dziennik zmian ]
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Strefa czasowa: UTC + 1 [ DST ]
[ Time : 0.346s | 27 Queries | GZIP : Off ]