Schowaj/Wysuń odtwarzacz Youtube
zamknij okno i wyłącz film     odtwórz dowolny film z YT
Na forum są teraz:
Avatar użytkownika Deus, Google [Bot], Avatar użytkownika neo
aadfcd3c823ed9c491aedac564a4948a
LIVE-STREAM FN Data następnego streamu zostanie wkrótce podana
brak nowych PW
aadfcd3c823ed9c491aedac564a4948a
Strona 1 z 1 [ Posty: 9 ] Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku

Pokaż pierwszy nieprzeczytany post

Drukuj
Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 1 gość
Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł + zdjęcia Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: czwartek, 16 lut 2017, 15:18
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Nasze miejsce we wszechświecie

Spora grupa osób nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak duży jest wszechświat... I nie ma się czemu dziwić!

Obrazek
[1] OK, to nie są Bieszczady, ale i tak fajne, prawda?

Gdy ktoś opisuje różne aspekty naszego uniwersum, zazwyczaj używa bardzo dużych liczb do jego opisu. Te liczby mogą mieć sens dla kogoś, kto zajmuje się tym zawodowo lub hobbystycznie, ale nie gdy ktoś z astronomią nie ma nic wspólnego.

Zatem powoli... Jak to dokładnie wygląda?

Obrazek
[2] Słynny Blue Marble. Widok z Apollo 17 z 1972 roku. Warto podkreślić, że Ziemia została podkolorowana i obrócona północą do góry, by bardziej odpowiadała naszym wyobrażeniom.

Ziemia to nasza ojczysta planeta. Może wydawać się spokojna, ale gdy pomyślimy, że obraca się z prędkością ok. 1667 km/h (mówimy o równiku), ehhh... Istna wariatka, prawda?
W stosunku do człowieka to ciało niebieskie jest ogromne, ale rozwój technologiczny i związane z nim szybkie podróże sprawiają, że błękitny glob wydaje się coraz mniejszy i mniejszy. Nie mówiąc już o Księżycu...

Obrazek
[3] Ziemia w porównaniu do Księżyca.

Nasz szary przyjaciel w porównaniu do Ziemi wydaje się dość mały. Pamiętajmy jednak, że wciąż mówimy o dwóch ogromnych obiektach; w porównaniu do człowieka Księżyc to ogromny obiekt, więc jakim cudem jest taki mały na niebie? Odpowiedź tkwi w odległościach, bo to one są największe w kosmosie. Odległości między ciałami w przestrzeni kosmicznej są tak wielkie, że czasami nawet największe kosmiczne obiekty drastycznie maleją, gdy pomyśli się o ogromie pustki, która je otacza.

Powiesz "świetnie, ale to tylko puste słowa". Cóż, pozwól sobie przedstawić jak oddalony jest od nas Księżyc. Wyobraź sobie, że Ziemia jest wielkości piłki do kosza. Aby ta skala realistycznie odwzorowywała stan faktyczny, to Księżyc musimy położyć aż ~13 metrów dalej, to mniej więcej tyle co wysokość 4-, 5-piętrowego budynku.

Obrazek
[4] Porównanie Ziemi do Księżyca to pikuś, gdy porównujemy ją do Słońca.

Słońce... Wielka kula plazmy, która daje nam życie. Niekończąca się reakcja jądrowa. Zabawne, z Ziemi nie wydaje się takie imponujące, prawda?
Nasza gwiazda stanowi 99,86% masy układu słonecznego, bijąc tym na głowę wszystkie nasze planety z Jowiszem włącznie.

Ale skoro jest ono takie ogromne, to jakim cudem wydaje się takie... całkiem nieduże. Oczywiście znów chodzi o odległość. Analogia z piłką do kosza jest całkiem spoko, więc do niej wróćmy - gdyby Ziemia była wielkości wcześniej wspomnianej piłki, Słońce musielibyśmy postawić ponad 5 kilometrów dalej, by zachować skalę. To wiele tłumaczy, prawda? W oryginalnej skali światło potrzebuje aż 8 minut, by dotrzeć do nas z naszej gwiazdy.

Obrazek
[5] Na screenie umieszczono wszystkie planety, które są widoczne gołym okiem, nawet przebywając w dużym, polskim mieście.

Jak wygląda to wszystko z perspektywy Układu Słonecznego? Ziemia jest trzecią planetą od Słońca. Najjaśniejszą planetą na naszym niebie jest Wenus (która jasnością ustępuje tylko Księżycowi i Słońcu). Jest ona na tyle jasna, że bardzo często jej światło przedziera się przez cienkie warstwy chmur. Nie tak dawno nad Polską było widać 3 planety widoczne blisko siebie. Zjawisko utrzymywało się przez bardzo długi okres. Być może niektórzy z was zauważyli trzy jasne obiekty jeden obok drugiego.

Obrazek
[6] Kto przegapił, niech się nie załamuje. Planety przykuwają uwagę, gdy są blisko siebie, ale nadal możesz z łatwością je zaobserwować osobno. Teraz, gdy piszę ten artykuł, często można zaobserwować Jowisza.

Planety zazwyczaj można rozpoznać po tym, że nie mrugają. Co lepsze lornetki przy dobrej widoczności pozwolą nam nawet na ujrzenie jednego czy dwóch księżyców Jowisza.

Obrazek
[7] Odległości między orbitami planet zewnętrznego układu słonecznego są znacznie większe niż pierwszych 4 planet.

Znacznie gorzej jest z Uranem i Neptunem. Fakt, oba są gazowymi gigantami, ale odległość robi swoje. Uran jest widoczny gołym okiem tylko przy znakomitej widoczności i tylko dla osób obdarzonych sokolim wzrokiem. Podobno w starożytności używano go do sprawdzania wzroku danej osoby. Czy to prawda? Osobiście wątpię, bo Uran dla nieuzbrojonego oka nie wyróżnia się niczym od reszty słabo widocznych gwiazd.



W ostatniej części omówiliśmy jak z grubsza wygląda Układ Słoneczny. Dzisiaj przyjrzymy się mu trochę dokładniej i spojrzymy na jego otoczenie.

#1. Merkury
Obrazek
Merkury w stosunku do Ziemi

Zaczynamy naszą wędrówkę od Merkurego, z kolejnymi krokami będziemy się stopniowo oddalali od Słońca.
Merkury to najmniejsza planeta Układu Słonecznego. Podczas dnia jego temperatura dochodzi do 427°C, a nocą spada do −173°C, na jego biegunach utrzymuje się za to na poziomie −93°C. Jest on chłodniejszą planetą niż Wenus i to mimo że jest dwukrotnie bliżej Słońca niż ona! Jakim cudem? Otóż Merkury nie ma praktycznie żadnej atmosfery, przez co ciężej jest mu trzymać ciepło.

Obrazek
Sonda Messenger w 2008 roku zrobiła piękne zdjęcia Merkurego, dzięki czemu możemy go teraz oglądać w pełnej okazałości.

#2. Wenus
Obrazek
Wenus jest podobnej wielkości co Ziemia

Wenus można spokojnie nazwać złym snem Greenpeace'u, gęsta atmosfera powoduje na jej powierzchni największy w Układzie Słonecznym efekt cieplarniany, rozgrzewający jej atmosferę do średnio 460°C. Warunki pogodowe są nie do pozazdroszczenia, silne wiatry, które potrafią osiągnąć prędkości 300 km/h w szczytowej warstwie chmur są poważnym zagrożeniem dla jakichkolwiek wypraw na powierzchnię piekielnej planety.

Obrazek
Wszelkie zdjęcia powierzchni Wenus z bliska, jakimi dysponujemy, są w kiepskiej jakości i bardzo stare. Powyższy obrazek to próba odwzorowania powierzchni planety ze zdjęć radzieckich sond, które tam lądowały.

#3. Mars
Obrazek
Mimo że o kolonizacji Marsa wiele się słyszy, niewielu zdaje sobie sprawę z tego, że tak naprawdę przy Ziemi jest on dość małą planetą.

Mars jest planetą, o której jest chyba najgłośniej. Media szumią o rzekomo znalezionym życiu na Marsie, o planach założenia na nim kolonii i przyszłej możliwej kolonizacji tej planety. Prawda jest jednak taka, że lot na Marsa jest znacznie trudniejszy niż wyprawa na Księżyc.

Obrazek
Powyższy obrazek ukazuje w skali odległości między orbitą Ziemi, Księżyca i Marsa. Jak łatwo można zauważyć, misja załogowa na Marsa musiałaby przebyć znacznie dłuższą drogę niż na Księżyc.

Załóżmy jednak, że uda nam się tam bezpiecznie wylądować z całym niezbędnym ekwipunkiem. Co tam na nas czeka? Temperatury na powierzchni Marsa wahają się między około –87°C w czasie zimy do –5°C w lecie. Atmosfera tej planety jest dość cienka, przez co astronauci będą musieli borykać się z wysokim promieniowaniem. Nie to jednak jest najgorsze, na Marsie występują największe w całym Układzie Słonecznym burze piaskowe, które potrafią swoim zasięgiem objąć cały czerwony glob. Jakby tego było mało, wiatr podczas takich burz potrafi osiągnąć do 300 km/h, co może mieć katastrofalny wpływ na wszelkie zakładane tam bazy.

Obrazek
Burze piaskowe na Marsie byłyby wielkim zagrożeniem dla kolonistów. Powyżej Mars przy czystej pogodzie (po lewej) i podczas globalnej burzy piaskowej (po prawej).

Założenie stabilnej bazy na Marsie byłoby wielkim sukcesem dla ludzkości... Nie mówiąc już o ewentualnych wycieczkach na Marsa, który na swoim gruncie mieści największą w Układzie Słonecznym górę - Olympus Mons.

Obrazek
Największa góra Marsa jest nie tylko imponująca pod względem wysokości, ale także pod względem ogólnych rozmiarów.

Obrazek
Marsjański krajobraz sfotografowany przez sondę Viking 1

Obrazek
Dwa księżyce Marsa: Deimos (po lewej) i Phobos (po prawej).

#4. Pas planetoid
Obrazek
Ceres to największa planeta karłowata w pasie planetoid, znajdującym się między Marsem a Jowiszem.

W miarę jak oddalamy się od Słońca i mijamy Marsa, natrafiamy na pas planetoid. Kiedyś uważano, że wzięły się one z planety, która kiedyś istniała na tej orbicie, obecnie jednak za znacznie bardziej prawdopodobną uważa się teorię, że jest to budulec, z którego po prostu żadna planeta jeszcze nie powstała.

Obrazek
W wyniku zderzeń obiektów w pasie planetoid powstają chmary pyłu, które powoli opadają w stronę Słońca. Przy odpowiednich warunkach można ujrzeć światło rozproszone przez tenże pył. Efekt to tak zwane światło zodiakalne, jest ono jednak na tyle blade, że nawet blask Księżyca może je przyćmić.

#5. Jowisz
Obrazek
Jowisz to największa planeta Układu Słonecznego.

Jowisz jest trzecim najlepiej widocznym obiektem nocnego nieba (zaraz po Wenus). Jeśli jesteśmy w posiadaniu dobrej lornetki, a warunki pogodowe są sprzyjające, można ujrzeć jego dwa największe księżyce: Ganimedesa i Kallisto, a przez teleskop może i dwa kolejne: Europę i Io. Niestety nie wszystkie księżyce będziemy w stanie dojrzeć przy użyciu amatorskiego sprzętu. A jest co oglądać, bo Jowisz ma ich aż 67.
Planeta ta także posiada pierścień, jednak jest on bardzo słabo widoczny i zdecydowanie dlatego zazwyczaj jest przedstawiany bez niego. Ze względu na swą gazową naturę Jowisz może wydawać się nudny, dopóki przynajmniej nie zobaczymy, że jest on planetą o całkiem żywym wyglądzie... Wystarczy tylko poruszyć czas.

Obrazek
Nagranie Jowisza ze zbliżającego się do niego Voyagera 1 (czas na animacji jest przyśpieszony).

Nie tylko sam Jowisz jest ciekawym obiektem, jego księżyce także budzą wiele emocji, a zwłaszcza Europa, co do której istnieją teorie, że w jej oceanach może istnieć życie.

Obrazek
Księżyc Jowisza, Io - to chyba najbardziej oryginalny obiekt w naszym Układzie Słonecznym.

Obrazek
Czerwona plama na Jowiszu to burza, która trwa już ok. 180 lat i może potrwać jeszcze blisko 350 kolejnych.

#6. Saturn
Obrazek
Rozmiary Saturna znacznie przekraczają wielkość jakiejkolwiek planety skalnej.

Saturn to planeta o bardzo romantycznym wyglądzie, a wszystko dzięki jego pierścieniom. Tworzą je głównie cząsteczki lodu, skał i pyłu kosmicznego. Pod względem księżyców też stara się nie ustępować Jowiszowi, bo ma ich aż 62.

Obrazek
Zaćmienie Słońca przez Saturna, uchwycone dzięki sondzie Cassini.


#7. Uran i Neptun
Obrazek
Uran i Neptun są podobnej wielkości

Wszystkie wyżej wymienione planety można spokojnie obserwować na naszym niebie gołym okiem, ale tym razem jest inaczej. Neptun i Uran, dwaj bracia, którzy dzielą ze sobą wiele podobieństw. Oficjalnie są to gazowe olbrzymy, chociaż czasami astronomowie umieszczają je w oddzielnej kategorii "lodowych olbrzymów", spowodowane jest to stosunkowo dużą ilością zamrożonych substancji lotnych w obu tych planetach. Wypatrzenie tych planet nieuzbrojonym wzrokiem jest prawie nierealne, potrzeba nam do tego teleskopu.

To, co pobudza ludzką wyobraźnię w obu tych planetach, to domniemane deszcze diamentów oraz ich roztopione oceany, które mogą tam występować.


#8. Pas Kuipera
Obrazek
Pluton to najbardziej znany obiekt pasa Kuipera

Pas Kuipera jest podobny do wcześniej wspomnianego pasa planetoid, z tym że ten występujący za orbitą Neptuna jest zdecydowanie większy. Pokrywa się on także z dyskiem rozproszonym, który jest zbiorowiskiem jednych z najzimniejszych obiektów w Układzie Słonecznym.

Obrazek
Charakterystyczne serce na Plutonie sprawiło, że stał się on elementem internetowej popkultury. Na powyższym obrazku - samotny Pluton cieszący się z przelotu sondy New Horizons.

#9. Komety
Obrazek
Kometa 67P. Na tym zdjęciu z bliska widać łunę, którą zostawia kometa. Zdjęcia zostały zrobione przez sondę Rosetta Europejskiej Agencji Kosmicznej, która podjęła się misji wylądowania na tej komecie.

Komety to przybysze z zewnętrznych warstw Układu Słonecznego, którzy niechcący zostali zaciągnięci w jego głębsze okolice. Charakterystyczna jest dla nich łuna, którą zostawiają po sobie. Co ciekawe, wbrew obiegowej opinii, ogon komety nie biegnie wzdłuż jej trasy lotu, a raczej jest wywiewany wraz z kierunkiem wiatru słonecznego.

Obrazek
Schemat kierunku, pod jakim kometa zostawia swoją charakterystyczną łunę. Biała strzałka to kierunek lotu, a szare strzałki wskazują kierunek, z którego wieje wiatr słoneczny.


#10. Obłok Oorta
Obrazek
Obłok Oorta jest ogromny i osłania nasz Układ Słoneczny z każdej strony.

Obłok Oorta to hipotetyczna chmura pyłu otaczająca Układ Słoneczny, jego szerokość jest ok. 10 000 razy większa niż obszar, na którym znajdują się planety. Obłok Oorta ma tłumaczyć istnienie komet długookresowych i obiektów z grupy centaurów (drobne obiekty orbitujące między orbitą Jowisza i Neptuna).

W następnej części zaczniemy wreszcie opuszczać Układ Słoneczny. Dowiemy się na jak cienkim włosku wisi nasze życie i dlaczego zbłąkana asteroida to jedna z mniej drastycznych katastrof, jaka może nam się przydarzyć.



W poprzednich odcinkach serii omawialiśmy Układ Słoneczny, tym razem spojrzymy na nasze położenie z trochę dalszej perspektywy.

Obrazek

#1. Heliosfera

O tym, jak zbawienne dla naszego życia jest Słońce, słyszał chyba każdy. Gdyby nie ono, Ziemię pokrywałaby wieczna zmarzlina, a życie mogłoby istnieć jedynie w rejonach, gdzie jądro naszej planety ogrzewa ją wystarczająco mocno (czyli dość głęboko pod ziemią).
Jednak przy okazji oddalania się od Układu Słonecznego, warto wspomnieć o jeszcze jednym aspekcie – o wietrze słonecznym. Wiatr słoneczny to strumienie naładowanych cząsteczek wyrzucane przez górną atmosferę naszej gwiazdy. To może brzmieć trochę abstrakcyjnie, więc możemy sobie to spokojnie wyobrazić jako rozżarzony gaz, którym Słońce emanuje i rozrzuca w każdą stronę.

Obrazek
[1] Żagiel słoneczny to napęd, który ma wykorzystywać wiatr słoneczny do dryfowania w kosmosie. Warto wspomnieć, że Polska ma swój niemały udział w testowaniu tego napędu. W 2017 roku ma zostać umieszczony na orbicie PW-Sat2.

Efekty wiatru słonecznego najbardziej odczuwalne są na obu biegunach, ponieważ generuje on tam dobrze znane zjawisko noszące nazwę "zorza polarna". Mimo że wystawienie naszego ciała bezpośrednio na wiatr słoneczny nie jest dobrym pomysłem (chyba że chcemy na własnej skórze dowiedzieć się, jak to by było wejść do ogromnej mikrofalówki), to odgrywa on ważną rolę w ochronie Układu Słonecznego przed międzygwiezdnym medium.

Obrazek
[2] Układ Słoneczny pędzi z zawrotną prędkością przez przestrzeń, rozpruwając za pomocą wiatru słonecznego stojące na jego drodze chmury pyłu międzygwiezdnego.

Tak się składa, że przestrzeń, przez którą porusza się nasz Układ Słoneczny nie jest taka całkiem pusta. Wypełniają ją różnego rodzaju mniejsze i większe partie chmur, pyłu i promieniowania. I choć jest to dość rozrzedzone środowisko, to często osiąga bardzo wysokie temperatury.

Na powyższej ilustracji jest ukazana nasza obecna sytuacja.
Szok końcowy jest miejscem, w którym wiatr słoneczny zwalnia do prędkości niższych od prędkości dźwięku, ma to wpływ na jego skondensowanie, temperaturę, a także pole magnetyczne. Uważa się, że ta strefa jest od nas oddalona o 75-90 AU (AU to Astronomical Unit – jednostka astronomiczna, jedna jednostka astronomiczna jest równa odległości Ziemi od Słońca). Po poprzednim odcinku myślę, że jest jasne, jak ogromna musi to być odległość.

Szok końcowy to miejsce, w którym wiatr słoneczny nagle zwalnia, mimo wszystko wciąż jest jeszcze w stanie stawiać opór przeciwstawiających się nam chmarom gazów. Rejon, w którym mimo spowolnienia wiatr słoneczny wciąż dominuje, zwany jest płaszczem Układu Słonecznego.
W Heliopauzie natomiast nad wiatrem naszej gwiazdy zaczynają przeważać siły z zewnątrz. Fala dziobowa jest wytwarzana poprzez nasze przedzieranie się przez międzygwiezdne medium, można to porównać do fali wytwarzanej przez poruszający się po wodzie statek i podobnie jak on czy też np. komety - pozostawiamy po sobie ogon.

Obrazek
[3] Powyższa analogia ukazuje nam nieco bardziej namacalnie, jak to wszystko wygląda. Woda rozbryzguje się na boki, podobnie jak wiatr słoneczny emanuje ze Słońca. Szok końcowy w tym wypadku obrazuje wybrzuszenie się wody, to region, gdzie strumień z kranu zwalnia pod wpływem tej napływającej z lewej wody. Płaszcz Układu Słonecznego to rejon, w którym wiatr słoneczny jest słabszy, ale wciąż potrafi odpychać napływające na nas siły. Heliopauza to granica oddziaływania naszej gwiazdy, poza nią nie jesteśmy już w stanie odpychać stojących przed nami obłoków gazu i pyłu.

Obrazek
[4] Pierwotnie przypuszczano, że prędkość z jaką pędzimy generuje na naszej drodze potężną łukową falę uderzeniową. Nowsze pomiary sugerują jednak, że nasza prędkość jest zbyt niska by wytworzyć dostateczne ciśnienie i jedyne co generujemy to fala dziobowa. Są jednak gwiazdy, których podróżom towarzyszą większe siły i są w stanie taką falę uderzeniową wytworzyć. Powyżej gwiazda LL Orionis przedzierająca się przez mgławicę Oriona i towarzysząca temu zjawisku fala uderzeniowa.

#2. Nasze gwiezdne sąsiedztwo
Obrazek
[5] Diagram ukazujący nasze obecne położenie i sąsiadujące z nami gwiazdy. Niebieskie strzałki to kierunek, w którym porusza się otaczający nas gaz.

Gazy i pył wypełniające przestrzeń, przez którą się poruszamy, nie są równomiernie rozłożone w całym kosmosie. 44 tys. – 150 tys. lat temu Układ Słoneczny wdarł się w Lokalny Obłok Gazowy i przewiduje się, że opuści go całkowicie w ciągu kolejnych 7 tys. lat. Obłok ten jest rozgrzany do temperatury 6730°C, czyli mniej więcej do takiej, jaka panuje na powierzchni Słońca. Obecnie znajdujemy się na jego peryferiach. Mimo tak wysokich temperatur, gaz ten jest bardzo rzadki, bo jego gęstość wynosi zaledwie 0,3 atomu na centymetr sześcienny, dodatkowo wcześniej wspomniana heliosfera toruje nam przez niego drogę, dzięki czemu ani Ziemia, ani inne planety Układu Słonecznego nie stykają się z nim. Mimo wszystko nie znamy do końca skutków, jakie mogą powstać przez wpadnięcie naszego układu w Obłok G (do którego się zbliżamy, jest widoczny na ilustracji powyżej).

Najbliżej nas położonym systemem gwiezdnym jest alfa Centauri, od którego dzieli nas 4,6 lat świetlnych. Jest to odległość niewyobrażalnie ogromna dla nas – cywilizacji, która nie przekroczyła żadną swoją sondą nawet wcześniej omawianej heliosfery.
System ten złożony jest z 3 wzajemnie orbitujących gwiazd: alfa Centuari A, alfa Centuari B i bladego czerwonego karła alfa Centuari C, znanego również jako Proxima Centuari. Dla nieuzbrojonego oka te gwiazdy są na tyle blisko, że wydają się jakby były jedną gwiazdą.

Obrazek
[6] 3 gwiazdy wchodzące w skład alfa Centuari. W czerwonym kółku zaznaczony jest alfa Centuari C. (Kliknij aby powiększyć)

Nieco dalej położoną, ale wciąż bliską nam gwiazdą jest Syriusz. Jest to najjaśniejsza gwiazda naszego nieba i przez niektórych nazywana jest potocznie "dyskotekową gwiazdą". Nazwa ta wzięła się z wyraźnego migania Syriusza. Dzięki temu jest on bardzo charakterystyczny i łatwo go można znaleźć na niebie. Mimo że wydaje się być pojedynczym obiektem, w rzeczywistości jest gwiazdą podwójną.

Obrazek
[7] Zdjęcie Syriusza A i Syriusza B wykonane przez teleskop Hubbla. Syriusz jest prawie dwa razy większy od Słońca.


#3. Bąbel Lokalny
Obrazek
[8] Rzut na naszą sytuację z nieco dalszej perspektywy. Szerokość strefy przedstawianej przez poprzednią grafikę wynosiła 40x40 lat świetlnych, tej natomiast 1100 x 900 lat świetlnych. Ciemny obszar przedstawia Bąbel Lokalny. Z powodów praktycznych na grafice zostały umieszczone tylko najważniejsze gwiazdy.

Zatrzymujemy się na naszym ostatnim przystanku w tym odcinku.
Jak już było wcześniej powiedziane, obszar, przez który przelatujemy jest dość rzadki, jest to spowodowane wybuchem supernowej, która niegdyś wyryła dziurę w międzygwiezdnej materii tworząc tak zwany Bąbel Lokalny. Jest on prawie trzykrotnie rzadszy niż Lokalny Obłok Międzygwiezdny, w związku z tym panuje tam także znacznie mniejsze ciśnienie. Niestety nie wiemy jak taka różnica ciśnień wpłynie na nasz układ, gdy w niego w przyszłości wlecimy.

Gwiazda Beta Canis Majoris (widoczna na ilustracji), znana również jako Murizm, oddalona jest od nas o 500 lat świetlnych, jest 13-14 razy masywniejsza od Słońca i 8-11 razy od niego większa. Jej powierzchnia jest również 4 razy gorętsza. Znajduje się ona również na fladze Brazylii, na której symbolizuje stan Amapa.

Antares jest jedną z największych widocznych dla nieuzbrojonego oka gwiazd. Jest on 883 razy większy od Słońca. Wraz z nim krąży Antares B, który mimo że jest 370 razy bladszy od swojego starszego brata, to wciąż świeci 170 razy mocniej niż Słońce.

Obrazek
[9] Zestawienie wielkości Antaresa i Słońca. Mimo że jest olbrzymi, to wciąż jest mniejszy od Betelgezy.

Kolejną widoczną na ilustracji gwiazdą jest Betelgeza, która jest 950-1200 razy większa od Słońca, a jej fala uderzeniowa rozpościera się na odległość 4 lat świetlnych. Mimo swojego ogromnego rozmiaru, jej życie wisi na włosku. Betelgeza jest już dość leciwą gwiazdą, a jej wiatr powoli zapada się pod oporem międzygwiezdnego medium, przez który podróżuje. Szacuje się, że niedługo zakończy swój żywot potężną eksplozją zwaną supernową typu drugiego. Supernowe są tak potężnymi wybuchami, że są widoczne z innych galaktyk. Całe szczęście, aby zagrozić naszemu życiu, musiałaby wybuchnąć będąc oddalona od nas maksymalnie 50 lat świetlnych, a jest 10 razy dalej. W każdym razie czekają nas niesamowite widoki... Albo naszych wnuków... Albo prawnuków... Albowiem Betelgeza może wybuchnąć dziś, jutro lub równie dobrze za milion lat.

Obrazek
[10] Symulacja wybuchu Betelgezy z perspektywy obserwatora z Ziemi.

Obrazek
[11] Betelgeza jest łatwa do odnalezienia na naszym niebie. Wystarczy znaleźć pas Oriona (3 kolejno po sobie ułożone gwiazdy).



W poprzednim odcinku serii dowiedzieliśmy się, że Układ Słoneczny przedziera się przez Lokalny Obłok Międzygwiazdowy, zostawiając za sobą falę dziobową, następnie spojrzeliśmy na nasze położenie w tak ogromnej skali, że umożliwiła nam ona objęcie w kadrze Bąbla Lokalnego o wielkości kilkuset lat świetlnych. Jednak i takie skale są nic nie znaczące w porównaniu do rozmiarów ,,miasta gwiazd”, które zamieszkujemy – naszej galaktyki.

#1. Ramię Oriona
Obrazek
Spoglądamy na nasze położenie w większej skali. Czerwony kwadrat ukazuje nam obszar, na którym zatrzymaliśmy się w poprzednim artykule. Zamieszkujemy Ramię Oriona, które jest jednym z mniejszych ramion naszej galaktyki.

W tym odcinku po raz pierwszy nasuwa się nam pojęcie mgławicy (są widoczne na powyższej grafice). Są to pozostałości po eksplozjach umierających gwiazd. Eksplozje te są brutalnymi, bardzo jasnymi zjawiskami uwalniającymi ogromne ilości energii. Materiał z gwiazdy zostaje rozrzucony we wszystkie strony, lecz jak to zwykle bywa – nic w przyrodzie nie ginie. Ze szczątków martwych gwiazd rodzą się nowe ciała, takie jak kolejne gwiazdy czy planety. Ten cykl był niezbędny do powstania naszego życia. Młody wszechświat, pełen wodoru i helu, nie był w stanie ukształtować planet, dopiero starzejące się i umierające pokolenia gwiazd wzbogaciły go w cięższe pierwiastki. Jedną z lepiej widocznych mgławic jest Mgławica Oriona, znajdująca się w gwiazdozbiorze Oriona. Jest ona na tyle dobrze widoczna, że na mniej zaludnionych terenach polskich metropolii jesteśmy w stanie ją odróżnić od gwiazdy gołym okiem, a lornetka rozwiewa już wszelkie wątpliwości.

Obrazek
Symulacja wyglądu mgławicy Oriona w niezbyt dobrych warunkach oświetleniowych, patrząc przez lornetkę.

#2. Droga Mleczna
Obrazek
Mapa Drogi Mlecznej. Zwróć uwagę, jak mały kawałek Drogi Mlecznej został uchwycony w poprzednio prezentowanym obszarze i jak wielki on był w porównaniu do Bąbla Lokalnego, Lokalnego Obłoku Międzygwiezdnego czy Układu Słonecznego z poprzednich artykułów.

Galaktyki są kosmicznymi metropoliami składającymi się z gwiazd, mgławic, planet i wielu innych ciał niebieskich. Naszym domem jest Droga Mleczna, galaktyka spiralna o rozpiętości 100-180 tysięcy lat świetlnych, zawierająca w sobie 100-400 miliardów gwiazd, to mniej więcej tyle ile ziarenek piasku by się zmieściło w kufrze na skarb. W samym jej środku rezyduje Sagittarius A*, który jest uważany za masywną czarną dziurę.

Obrazek
Animacja przedstawiająca gwiazdy okrążające Sagittariusa A*. Obserwowanie ruchu gwiazd i soczewkowanie grawitacyjne to jedyne sposoby jakie mamy, by wykrywać czarne dziury. Nie mamy żadnego zdjęcia, które by takową przedstawiało, a wszelkie obrazki widoczne w internecie to w rzeczywistości wizje artystyczne. Na szczęście ma się to zmienić dzięki projektowi "Event Horizon Telescope", który ma polegać na połączeniu siły dużej ilości teleskopów na naszej kuli ziemskiej, by sfotografować Sagittariusa A*.

Układ Słoneczny krąży wokół centrum galaktyki z zawrotną prędkością 230 km/s. Jeden obrót trwa 225-250 milionów lat, czyli jeden rok galaktyczny, również w przybliżeniu po takim upływie czasu wszystkie kontynenty na Ziemi złączą się ponownie w jeden wielki superkontynent.

Obrazek
Drogę Mleczną można ujrzeć przy ciemnym niebie, poza miastem.

#3. Galaktyczne księżyce i sąsiedzi
Obrazek
Galaktyki i gromady krążące wokół Drogi Mlecznej

W kosmosie wszystko krąży wokół siebie. Księżyc wokół Ziemi, Ziemia wokół Słońca, Słońce wokół Drogi Mlecznej. Jednak i w takiej skali ta zasada nas nie opuszcza, Droga Mleczna ma swoje satelity, karłowate galaktyki krążące wokół niej i choć są one mniejsze, nie oznacza to, że są zupełnie nieciekawe. Wielki Obłok Magellana zawiera w sobie Mgławicę Tarantuli, która jest najbardziej aktywnym obszarem w całej Grupie Lokalnej (obszarze zawierającym naszą i kilka najbliższych galaktyk). Gdyby przesunąć Mgławicę Tarantuli na tę samą odległość od nas co Mgławica Oriona, to świeciłaby na naszym niebie tak mocno, że rzucalibyśmy w ciągu dnia dwa cienie.

Obrazek
Mgławica Tarantuli w pełnej okazałości

Po pewnym czasie wszystkie te małe galaktyki zostaną pochłonięte, lecz choć nasza galaktyka jest w porównaniu do nich gigantem, nie może czuć się całkowicie bezpiecznie. Jest ona na kursie kolizyjnym z jeszcze większą galaktyką – Galaktyką Andromedy. Póki co obie galaktyki są oddalone od siebie o 2,5 miliona lat świetlnych. Co jest niesamowicie ogromną skalą. Andromeda jest tak przeogromna, że na naszym niebie jest sześć razy większa od Księżyca, mimo że jest nie dwa, nie trzy, nie dziesięć, a 61 milionów razy dalej od Ziemi niż Księżyc... Ciekawych nieba pewnie ucieszy fakt, że Andromeda jest widoczna za miastami nawet gołym okiem. Zderzenie galaktyk brzmi jak potężne zjawisko pełne kolidujących gwiazd, jednak w rzeczywistości odległości między gwiazdami są tak przeogromnie duże, że podczas kolizji obu galaktyk zderzy się co najwyżej kilka z nich.

Obrazek
Nasza Lokalna Grupa Galaktyczna zawiera w sobie galaktyki, które pędzą razem z nami przez Wszechświat. Galaktyki, które położone są za jej granicą, nie są już tak mocno związane z nami grawitacyjnie i siła rozszerzająca wszechświat przeważa nad nią, odsuwając je od nas.

W następnej, ostatniej części serii spojrzymy na wszystko z jeszcze większej odległości i ujrzymy twory, przy których Galaktyka Andromedy jest tak mała, jak Księżyc w stosunku do niej samej.



W poprzednim odcinku przebyliśmy drogę od ramienia Oriona aż do granic Drogi Mlecznej. Dowiedzieliśmy się, jak wielkimi tworami są galaktyki i że ta, w której żyjemy, pewnego dnia zderzy się z jeszcze większą od niej samej - Galaktyką Andromedy.

Obrazek
Przez długi okres czasu ludzkość nie była pewna, czy istnieje coś poza Drogą Mleczną. Ówczesne teleskopy były w stanie dojrzeć galaktyki, ale powszechnie przyjętym poglądem był ten, który twierdził, że nie są osobnymi galaktykami, lecz mgławicami o spiralnych kształtach, leżącymi w Drodze Mlecznej. Znane jednak były gwiazdy zwane cefeidami. Są one pulsującymi olbrzymami, których jasność jesteśmy w stanie dość łatwo określić. Znajomość dokładnej jasności gwiazdy, z jaką świeci z bliska, pozwala nam również dowiedzieć się jak daleko się ona znajduje na podstawie tego, jak jasna jest na naszym nieboskłonie. W 1924 roku Edwin Hubble przebadał cefeidy znajdujące się w mgławicach spiralnych i dowiódł, iż absurdalne wręcz odległości jakie nas od nich dzielą dowodzą, że znajdują się one tak naprawdę poza Drogą Mleczną.

Obrazek
Zdjęcie z 1923 roku przedstawiające Wielką Mgławicę Andromedy. W prawym górnym rogu gwiazda V1, oznaczona jako VAR. Dalsze badania nad tego typu gwiazdami doprowadziły Hubble'a do opublikowania jego pracy naukowej, dzięki której dowiemy się, że Mgławica Andromedy jest tak naprawdę odrębną galaktyką. [1]

Obrazek
Supergromada w Pannie, w tej skali pojedyncze punkty nie oznaczają już gwiazd, lecz całe galaktyki. Na środku ilustracji Grupa Lokalna, o której była mowa w poprzednim artykule. Znajduje się w niej nasza galaktyka. [2]


Galaktyk okazało się być w kosmosie całkiem sporo. Grupa Lokalna, w której się znajdujemy, mimo że zawiera w sobie ich ponad 54, jest wciąż dość mała w porównaniu do niektórych z grup i gromad w naszym sąsiedztwie. Największą z nich jest Gromada w Pannie, która zawiera w sobie około 2000 galaktyk. Gromady w Piecu i Erydanie natomiast, wraz z okolicznymi grupami, tworzą Supergromadę Południową. Dzięki swojej ogromnej masie Gromada w Pannie przyciąga wszystkie pozostałe grupy w jej sąsiedztwie. Omawiamy jednak w tym momencie wszechświat w skali, w której oprócz grawitacji musimy także brać pod uwagę inny potężny efekt – ciągłą ekspansję kosmosu. Z najnowszych wyliczeń dokonanych podczas misji kosmicznej Planck, prędkość z jaką poszerza się przestrzeń, została oszacowana na około 0,000 000 000 000 000 2% na sekundę (~68 km/s/Mpc). Jest to jednak coś niezauważalnego w naszym codziennym życiu. W małych skalach materia przyciąga się tak mocno, że grawitacja szybko nadgania tempo, jakie dyktuje nam wiecznie puchnąca pustka. Jednak w odległościach tak wielkich jak między nami a Gromadą w Pannie, potrafi jej przybywać nawet kilkaset kilometrów na sekundę.

Przez ten potężny efekt nigdy nie złączymy się z wyżej wspomnianą gromadą, i to mimo jej ogromnej masy. Po prostu przestrzeń między nami a nią rośnie w tak zatrważającym tempie, że siła grawitacji nie wystarcza, by nas do siebie zbliżyć. Odkrycia, że kosmos pęcznieje dokonaliśmy w pierwszej połowie XX wieku.
W 1927 roku belgijski katolicki ksiądz Georges Lemaître opublikował swój pomysł na to, że wszechświat się rozszerza. Jednak jego praca została opublikowana po francusku, i to w mało znanym czasopiśmie. Większym echem odbiły się w świecie nauki wyniki badań przeprowadzonych przez Hubble'a.

W 1929 roku przebadał on przesunięcie ku czerwieni i porównał je z wynikami pomiarów innego naukowca – Vesto Siphera. Na skutek tych badań odkrył dziwną zależność - im dalej dana galaktyka się znajduje, tym jej kolor jest bardziej przesunięty ku czerwieni. Wyniki mogłyby wydawać się sprzeczne z intuicją. Dlaczego oddalone obiekty miałyby być bardziej czerwone od tych znajdujących się blisko? Winowajcą jest efekt Dopplera.

Obrazek
Efekt Dopplera jest czymś, czego doświadczamy w życiu codziennym. Zbliżający się
do nas samochód wydaje inny, wyższy dźwięk, niż oddalający się. Spowodowane jest to tym, że gdy pojazd się do nas zbliża, to odległość między rozchodzącymi się w naszym kierunku grzbietami fali się zmniejsza, ponieważ ich źródło porusza się podczas ich wytwarzania. Ten sam efekt tyczy się fal świetlnych. Światło oddalających się od nas
z wielką prędkością obiektów czerwienieje. A zbliżających staje się bardziej błękitne. [3]


Oznacza to, że im dalej znajduje się galaktyka, tym szybciej się od nas oddala i to w kierunku zupełnie przeciwnym od naszego. To tak jakby całe rzesze galaktyk uciekało przez Ziemią! Mieliśmy do wyboru, albo uznać się za pępek świata, albo uznać, że wszechświat rozszerza się we wszystkich kierunkach i każda galaktyka jest ciągnięta w dal od pozostałych. Świat nauki wybrał drugą opcję, nauczony zasadą kopernikańską, która twierdzi, że branie pod uwagę, iż położenie Ziemi jest w jakiś specjalny sposób uprzywilejowane, ma wysokie szanse zwiedzenia nas na manowce.

Obrazek
Włókna to jedne z największych struktur we wszechświecie, są one ogromnymi nićmi galaktyk, które mogą ciągnąć się nawet przez ponad 450 milionów lat świetlnych. Laniakea, nasza Supergromada Lokalna, jest tutaj zaznaczona na zielono. (Kliknij aby powiększyć)[4]

W największej znanej nam skali wszechświat przypomina gąbkę. Pełno w nim włókien galaktyk, ogromnych supergromad i bezmiernych pustek. W 2014 roku odkryto jeden z takich bytów, w którego centrum usadowiła się wcześniej wspomniana Supergromada w Pannie. Twór ten nosi nazwę Laniakea i zawiera w sobie około 100 000 galaktyk rozpostartych na dystansie 520 milionów lat świetlnych.Odkryliśmy ją dzięki zbadaniu galaktyk w naszej szerszej okolicy i wyeliminowaniu z obliczeń prędkości oddalania się ich od nas na skutek ekspansji wszechświata. Okazało się, że część z nich, łącznie z nami, zmierza w kierunku punktu, który został ochrzczony mianem Wielkiego Atraktora. Prowadzenie jednak jego obserwacji jest utrudnione, ponieważ zasłania nam go nasza własna galaktyka. Laniakea jest nieustannie rozrywana przez rozszerzający się wszechświat, ten proces będzie wciąż przyśpieszał, ponieważ prędkość ekspansji wszechświata ciągle wzrasta – rozwiązanie zagadki dlaczego się tak dzieje wciąż nie jest jasne.

Obrazek
Układ Słoneczny (gdzie za granicę uznajemy orbitę Plutona) w porównaniu do czarnej dziury znajdującej się w centrum Supergromady w Feniksie, która ma masę 20 miliardów mas Słońca. [5]

Obrazek
Obserwowalny wszechświat to pojęcie oznaczające obszar widzenia z danego punktu
w kosmosie – w naszym wypadku z Ziemi. Nasz obecnie ma średnicę 93 miliardów lat świetlnych. To co znajduje się za jego granicą pozostaje zagadką, ponieważ nic, łącznie
ze światłem z tamtych rejonów, jeszcze do nas nie dotarło. [6]


Ostatnie spojrzenie na nas wszechświat. Teoretycznie jesteśmy w stanie zbadać obiekty oddalone od nas o maksymalnie 46,6 miliardów lat świetlnych. Nie jest to limit naszej technologii, tylko praw fizyki – po prostu nic, co moglibyśmy wykryć (łącznie ze światłem), nie zdążyło do nas jeszcze dotrzeć zza tej odległości. W związku z tym, że fale świetlne poruszają się z ustaloną prędkością, nie widzimy wszystkiego tak, jak wygląda w chwili obecnej. Dla przykładu, w związku z tym, że od Księżyca dzieli nas długość 1,28 sekundy świetlnej, detonację bomby atomowej na jego powierzchni dostrzeglibyśmy właśnie dopiero po 1,28 sekundzie. Oznacza to, że Księżyc z Ziemi widzimy zawsze takim, jaki był 1,28 sekundy temu.

Obrazek
Światło galaktyki GN-z11, które do nas dotarło, zostało wyemitowane 13,4 miliarda lat świetlnych temu. To oznacza, że widzimy ją taką, jaka była ledwie 400 milionów lat po Wielkim Wybuchu, miała ona wtedy zaledwie 40 milionów lat – czyli mniej niż Słońce. Galaktyka ta znajduje się teraz około 32 miliardy lat świetlnych od Ziemi. GN-z11 ma tylko 1% masy Drogi Mlecznej, ale za to rodzi nowe gwiazdy około 25 razy szybciej. Obiekt ten znajduje się na granicy dystansu, z jakiego jesteśmy w stanie robić zdjęcia teleskopem Hubble'a. [7]

Innymi słowy: im dalej patrzymy, tym bardziej cofamy się w czasie. Na obecną chwilę nie jesteśmy w stanie oglądać granic obserwowalnego wszechświata. Sięgamy jedynie do granic widzialnego, który jest około 2% mniejszy. Czym różnią się oba wszechświaty? Obserwowalny sięga czasów Wielkiego Wybuchu, podczas gdy widzialny obejmuje wszechświat od momentu, w którym materia się przerzedziła i zaczęła przepuszczać pierwsze fotony. W związku z tym, że prowadzimy obserwacje docierającego do nas światła, jest to granica nie do przeskoczenia. Jednak w przyszłości może się udać prowadzić obserwacje detektorom fal grawitacyjnych czy neutrin i przedrzeć się przez tę gęstą chmurę plazmy.

Obrazek
Zdjęcie wszechświata, gdy był jeszcze wypełniony plazmą. Światło, które do nas dociera
z tego okresu nazywamy mikrofalowym promieniowaniem tła. Jest to zarazem najstarsze światło, jakie jesteśmy w stanie obserwować. Różnica między czerwonymi a niebieskimi obszarami jest tu mocno wyolbrzymiona, w rzeczywistości światło to jest niemal jednolite. [8]


Obrazek
Infografika przedstawiająca historię wszechświata. [9]

I tak, na piątym artykule z serii, dotarliśmy do końca naszej wędrówki. Seria miała na celu ukazać nam nasze miejsce we wszechświecie, tak jak potrafimy wskazać na mapie świata naszą ojczyznę. Drobnymi kroczkami, przyjrzeliśmy się z bliska wszystkim znanym nam planetom z Układu Słonecznego, by następnie wystrzelić się w międzygwiezdne medium, przedzierając się przy tym przez Obłok Oorta i Heliosferę. Zwiedziliśmy naszą gwiezdną metropolię – Drogę Mleczną i dowiedzieliśmy się o jej nieuchronnym losie - kolizji z Galaktyką Andromedy. Po tym wszystkim przyjrzeliśmy się największym znanym kosmicznym strukturom: gromadom, supergromadom i włóknom. By, koniec końców, sięgnąć po niewyraźne granice znanego nam wszechświata.


źródła poszczególnych części:
Cz. 1: http://joemonster.org/art/35085/Nasze_m ... rowadzenie
Cz. 2: http://joemonster.org/art/35259/Nasze_m ... _Sloneczny
Cz. 3: http://joemonster.org/art/35875/Nasze_m ... ej_gwiazdy
Cz. 4: http://joemonster.org/art/36110/Nasze_m ... zechswiata
Cz. 5: http://joemonster.org/art/38602/Nasze_m ... _poznanego

Autor: Kaseton/JoeMonster.pl

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: czwartek, 16 lut 2017, 19:14
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
A to żeś się napracował :)

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: środa, 10 maja 2017, 15:45
aleksandra137
Avatar użytkownika
reputacja dobra
Nawiązał Kontakt
Ostatnio widziany(a):
piątek, 17 lis 2017, 17:11
 
   
0
W Watykańskim Obserwatorium Astronomicznym rozpoczęła się międzynarodowa konferencja naukowa o czarnych dziurach, falach grawitacyjnych i osobliwościach czasoprzestrzeni. Uczestniczą w niej najwięksi znawcy przedmiotu.

Trzydniowym obradom astronomów i kosmologów patronuje postać ksiądz Georges’a Lemaître’a. Ten belgijski kapłan, matematyki i kosmolog z Katolickiego Uniwersytetu w Lowanium jako pierwszy w 1927 r., bazując na nowej wówczas teorii względności, doszedł w swych rozważaniach do tego, co dziś nazywa się Wielkim Wybuchem. Był też jednym z pierwszych badaczy czarnych dziur.

Gospodarz spotkania brat Guy Consolmagno SJ przypomniał, że Watykańskie Obserwatorium Astronomiczne zostało założone pod koniec XIX w., aby pokazać, że Kościół nie jest wrogiem badań naukowych. Świadczy o tym również rozpoczęta w Castel Gandolfo konferencja. Jednakże, jak zaznacza amerykański jezuita, najlepszym na to dowodem są wierzący naukowcy. Zdaniem dyrektora watykańskiego obserwatorium, jest ich nadspodziewanie dużo. Dlatego namawia on wierzących astronomów i kosmologów, by zdobyli się na swoisty coming-out i przyznali się do swej wiary.

Szef watykańskich astronomów przestrzega jednak przed mieszaniem dwóch porządków: nauki i wiary. Twórca teorii wielkiego wybuchu był pod tym względem bardzo ostrożny. Ks. Lemaître wyraźnie rozgraniczał początek wszechświata od jego pochodzenia – mówi brat Consolmagno.

„Stephen Hawking napisał kilka lat temu książkę «The Grand Design» (Wielki Projekt), w której twierdzi, że może wyjaśnić Wielki Wybuch jako fluktuację pierwotnej grawitacji. Jeśli zdefiniujesz Boga jako to, co daje początek Wielkiemu Wybuchowi, a potem stwierdzasz, że to grawitacja spowodowała Wielki Wybuch, to nie twierdzisz, że Boga nie ma, lecz że Bóg jest grawitacją. Ale to nie jest mój Bóg. Sam Lemaître był w tym bardzo ostrożny i przypominał ludziom, w tym papieżowi Piusowi XII, że sam akt stworzenia to nie jest coś, co miało miejsce wiele miliardów lat temu, lecz nadal się dzieje. Bóg jako Stworzyciel już tam jest, zanim zaistnieje czas i przestrzeń. Stwórczy akt trwa nadal w każdej chwili istnienia. Jeśli postrzegasz Boga jako to, co daje początek Wielkiemu Wybuchowi, to redukujesz Go do Boga naturalnego, do Jowisza, który strzela piorunami. To nie jest Bóg, w którego my chrześcijanie wierzymy. My musimy wierzyć w Boga nadprzyrodzonego. Uznajemy jednak, że Bóg jest odpowiedzialny za istnienie wszechświata, a nauka mówi nam, jaki on jest” – powiedział dyrektor Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego.
https://ekai.pl/watykan-o-czarnych-dziu ... m-wybuchu/
Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł + zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: środa, 10 maja 2017, 17:50
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
Cytuj:
Między gromadami galaktyk odnaleziono ogromną pustą przestrzeń. Na ona średnicę 3,5 mld lat świetlnych, czyli jest 583 razy więcej niż największa ze znanych galaktyki IC 1101. Symbolicznie brzmi też fakt, że to "nic" do tej pory nie ma nawet nazwy.


Duże puste przestrzenie we wszechświecie wykrywano już wcześniej. Niedawno odkryto taki obszar o wielkości miliarda lat świetlnych. Jednak obecnie znaleziony jest prawie 4 razy większy. Nowe odkrycie wielce zdziwiło naukowców, ponieważ nie pasuje do istniejących już pomysłów na rozwój wszechświata. W przestrzeni absolutnie pustej, nie ma gwiazd, galaktyk i czarnych dziur. Nawet nieuchwytna i tajemnicza ciemna materia w tym miejscu nie istnieje.


http://tylkoastronomia.pl/wiadomosc/zna ... echswiecie



Obrazek


No i jak to zrozumieć, wszelkie modele rozwoju wszechświata siadają przy tym fenomenie. Ja już mam taki mętlik czy był ten wybuch czy nie. Ostatnio czytałem że niektórzy naukowcy zakładają jednak brak tego początku jakim był wielki wybuch, a według nich wszechświat istniał od zawsze. Jak to sobie wyobrazić nawet nie wiem.

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: środa, 10 maja 2017, 18:20
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Zdjęcie na górze jest lekko przekłamane.
Tutaj jest obrazowanie z tych samych danych, ale w 3D:


http://www.6dfgs.net/

Wszystko byłoby fajnie z tym brakiem Wielkiego Wybuchu, gdyby nie promieniowanie reliktowe: https://pl.wikipedia.org/wiki/Mikrofalo ... e_t%C5%82a To pozostałość po tym co stało się niecałe 14mld lat temu i tego zanegować nie możemy. Istnienie promieniowania tła przeważa szalę na korzyść jednak teorii Big Bangu. Również i fakt, że galaktyki się oddalają na logikę powinien nam dawać wnioski takie, że gdyby proces odwrócić w czasie, to dojdziemy do skupienia całej materii w jednym punkcie. Tak więc teoria Wielkiego Wybuchu na tę chwilę wydaje się być najbardziej prawdopodobna. No bo jak inaczej wyjaśnić to wszystko? :roll:

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: środa, 10 maja 2017, 19:13
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
no tak gorzej że galaktyki się oddalają od siebie z coraz szybszą prędkością, ale to pewnie tłumaczyć można ciemną materią.
A co do wielkiego wybuchu to raczej powinniśmy mówić o nie jednym ale wielu.
Astronomia jest niesamowita, ciężko to zrozumieć, jak nawet informacje że skoro wielki wybuch miał miejsce to prawa fizyczne nie mogły wtedy obowiązywać w postaci jakie znamy.
Czy materia i światło podczas tej mega-eksplozji nie musiała poruszać się szybciej niż 300 tyś km. na godz. ? Są poważni naukowcy którzy tak uważają, a skoro tak to kolejne pytanie. Jak materia w pewnym momencie wyhamowała, bo widzimy że galaktyki poruszają się dużo wolniej niż materia podczas wielkiego wybuchu, a teraz znowu dochodzimy do wniosku że widmo świetlne dowodzi że galaktyki się rozpędzają, to jednak mam dylemat. Jak to możliwe, wielki wybuch szybka materia, zwolnienie, i znowu się rozpędza. Dziwne.

Cytuj:
Amerykański kosmolog zaobserwował świetliste punkty na krańcach naszego uniwersum. Czy są dowodem na istnienie innych wszechświatów?

Nie od dziś wiadomo, że – zgodnie z teorią Wielkiego Wybuchu – wszechświat stale się rozszerza. Jednocześnie oznacza to, że ma on swoje granice. Dlatego naukowcy są przekonani, że za jego „kulisami” znajduje się o wiele więcej niż możemy sobie wyobrazić. Na przykład inne wszechświaty, które podobnie jak nasz, „rozpychają się łokciami” i napierają na swoich sąsiadów.

Najnowsze dane zebrane przez należący do Europejskiej Agencji Kosmicznej teleskop Plancka są tego pierwszym dowodem – donosi prestiżowy brytyjski magazyn „New Scientist”. W obliczu odkrycia stwierdzenie „nie jesteśmy sami we wszechświecie” może nabrać zupełnie nowego znaczenia.
Kolizje wszechświatów

Jasne punkty zaobserwowane na mapach promieniowania CMB (mikrofalowe promieniowanie tła będące pozostałością po wczesnych etapach ewolucji naszego uniwersum) przez dr Ranga-Ram Chary'ego z kalifornijskiego ośrodka misji Planck (U.S. Planck Data Center) są, jak sugeruje badacz, śladem materii kosmicznej pochodzącej z sąsiednich wszechświatów. Według Chary'ego materia ta „wdziera się” do naszego wszechświata.

Tego rodzaju kolizja wszechświatów jest prawdopodobna, jeśli założymy, że nasz Wszechświat jest tylko jedną z wielu „baniek”. Wieloświat, czyli zbiór wszelkich potencjalnie istniejących wszechświatów, mógł powstać w wyniku tzw. inflacji kosmologicznej – procesu ekspansji materii zapoczątkowanej w momencie Wielkiego Wybuchu.

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł + zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: środa, 10 maja 2017, 20:55
szczyglis
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
OFICER TECHNICZNY
Ostatnio widziany(a):
sobota, 4 lis 2017, 02:08
 
   
0
Ale żeś Mistrzu pokręcił to wszystko ;)

sirAzgar napisał(a):
no tak gorzej że galaktyki się oddalają od siebie z coraz szybszą prędkością, ale to pewnie tłumaczyć można ciemną materią.

Ciemną energią. To ciemna energia ma odpowiadać za rozszerzanie się, wywierając ujemne ciśnienie. Ciemna materia ma stanowić brakującą masę.
Galaktyki tak po prawdzie nie oddalają się coraz szybciej, to sama przestrzeń się rozszerza, więc nie przekraczają prędkości światła, choć z racji tego, że sama przestrzeń "puchnie" może to dawać takie złudzenie. Najlepiej to sobie wyobrazić na zasadzie pompowanego balona - jak się go nadmuchuje, to punkty na powierzchni balona oddalają się od siebie w wyniku puchnięcia powierzchni samego balona, przy czym naszym balonem jest cała przestrzeń.

sirAzgar napisał(a):
A co do wielkiego wybuchu to raczej powinniśmy mówić o nie jednym ale wielu.

Ale czemu? Są niby teorie, że Wszechświat mogłby być cykliczny (wybuch/kolaps i tak w kółko), ale te teorie właściwie upadły wraz z odkryciem, że ekspansja przyspiesza. Nie ma praktycznie niczego, co by mogło wywołać kolaps - wręcz przeciwnie, wydaje się, że Wszechświat będzie rozszerzał się w nieskończoność. Co innego teoria o kilku Wszechświatach i kolizji, ale tego raczej zweryfikować się nie da. Ale nawet jeśli, to i tak nie daje odpowiedzi na nic, bo przecież Wszechświaty musiały i tak i tak powstać z jakiegoś punktu.

sirAzgar napisał(a):
Astronomia jest niesamowita, ciężko to zrozumieć, jak nawet informacje że skoro wielki wybuch miał miejsce to prawa fizyczne nie mogły wtedy obowiązywać w postaci jakie znamy.

Właściwie to...nie obowiązywały. Powstały dopiero wraz z Wielkim Wybuchem. Wcześniej wszystko było zlane ze sobą, jeden wielki chaos. Wszystkie oddziaływania były zlane w jedno, ale to jest ten punkt, którego współczesną fizyką nie jesteśmy w stanie opisać (ten komu się to uda, ma Nobla w kieszeni i swoje miejsce w historii). Najlepsze jest to, że my nigdy nie zajrzymy do początku, bo istnieje bariera. Możemy badać Wszechświat dopiero od momentu, gdy ostygł i fotony ruszyły w świat. Do tego co było przedtem nie zajrzymy nigdy, bo napotykamy na ścianę nie do przeskoczenia...

sirAzgar napisał(a):
Czy materia i światło podczas tej mega-eksplozji nie musiała poruszać się szybciej niż 300 tyś km. na godz. ?

Na sekundę ;)
Wg modelu to trochę nie tak jak piszesz - pierwotnie światło nie mogło się wyrwać, bo było za gorąco - wszystko było plazmą. Dopiero gdy wszystko ostygło, to światło urwało się "ze smyczy". Światło poza tym, nie miało w czym się poruszać podczas samego "wybuchu", bo to dopiero przestrzeń, która powstała stanowiła ośrodek, w którym poruszać by się mogło. Wcześniej (wg modelu) zachodziły tylko i wyłącznie kwantowe zjawiska, a w takim przypadku właściwie coś takiego jak prędkość, czy czas nie istnieje, więc trudno mówić tutaj w ogóle o jakichkolwiek prędkościach. Inna sprawa, że jest to absolutnie nie do wyobrażenia i nie do pojęcia naszymi umysłami. :roll:

sirAzgar napisał(a):
Są poważni naukowcy którzy tak uważają, a skoro tak to kolejne pytanie. Jak materia w pewnym momencie wyhamowała, bo widzimy że galaktyki poruszają się dużo wolniej niż materia podczas wielkiego wybuchu, a teraz znowu dochodzimy do wniosku że widmo świetlne dowodzi że galaktyki się rozpędzają, to jednak mam dylemat. Jak to możliwe, wielki wybuch szybka materia, zwolnienie, i znowu się rozpędza. Dziwne.

Ale tutaj właśnie nie ma sprzeczności. Wszechświat wcale nie zwolnił po wybuchu, natomiast przed samym wybuchem nic takiego jak prędkość nie istniało. Wszechświat tak jak zaczął puchnąć na początku, tak puchnie dalej i końca nie widać. Najlepsze jest to, że wobec tego - czysto teoretycznie Wszechświat musi mieć granicę, bo gdzieś musi być krawędź tego puchnącego balona. To jest dopiero hardcore myślowy. Tak w ogóle grom to wie jak to jest z ciemną energią i czy w ogóle coś takiego istnieje. Wydaje się, że tak, ale to tylko hipoteza, konieczna do tego, żeby pasowały nam modele. Równie dobrze jednak, wytłumaczenie tego wszystkiego może być jeszcze inne.

Prawda jest taka, że my póki co wiemy o Wszechświecie tyle co i nic :)

Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Obrazek
Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: wtorek, 12 wrz 2017, 14:02
neo
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Na Nibiru
Ostatnio widziany(a):
piątek, 17 lis 2017, 22:19
 
   
0
taki filmik o tych sprawach... polecam obejrzec na dużym TV w HD :idea:

Przypnij w rogu ekranu     https://www.youtube.com/watch?v=ttz4Sr0tZFg

Re: Nasze miejsce we wszechświecie - obszerny artykuł zdję Przeczytane przez: 0 osoby    Napisane: wtorek, 19 wrz 2017, 22:28
sirAzgar
Avatar użytkownika
reputacja mistrzowska
Załoga FN
Ostatnio widziany(a):
poniedziałek, 6 lis 2017, 09:13
 
   
0
prawie jak "wow"

Cytuj:
Naukowcy poinformowali, że coraz częściej do Ziemi docierają nieznane galaktyczne sygnały. Dziesięć lat temu były one rzadkością, ale z każdym rokiem ich liczba znacznie zwiększa się. Co ciekawe, docierają one do naszej planety z różnych zakątków Wszechświata.

Pojawiło się na ten temat wiele teorii. Niektórzy eksperci uważają, że sygnały radiowe powstają w wyniku eksplozji gwiazd neuronowych, które zamieniają się w czarne dziury. Inni są przekonani, że to kosmici próbują skontaktować się z ludźmi. Należy dodać, że 26 sierpnia przechwycono od razy 15 takich sygnałów. Specjaliści wyjaśnili, że emituje je galaktyka karłowata.

Obecnie prowadzone są intensywne badania sygnałów radiowych. Zdaniem naukowców, jeśli sygnały, które dotarły do Ziemie 28 sierpnia, wysłali kosmici, miało to miejsce około 3 mld lat temu, a osiągnęły one swój cel dopiero teraz.


https://pl.sputniknews.com/swiat/201709 ... y-radiowe/

Błąd jest przywilejem filozofów, tylko głupcy nie mylą się nigdy.
Sokrates
Strona 1 z 1 [ Posty: 9 ] Utwórz nowy wątek   Odpowiedz w wątku  

POKŁAD KAJUT TEMATYCZNYCH Wszechświat i Kosmos

Nie możesz rozpoczynać nowych wątków
Nie możesz odpowiadać w wątkach
Nie możesz edytować swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz dodawać załączników
Skocz do:  
Szukaj:
Wyświetl posty nie starsze niż: Sortuj wg


wysyłanie...czekaj...


Powered by phpBB © 2002, 2006 phpBB Group
upgraded by szczyglis /2017/ v. 3.1 | 20.08.2017 [ Dziennik zmian ]
Przyjazne użytkownikom polskie wsparcie phpBB3 - phpBB3.PL
Strefa czasowa: UTC + 1
[ Time : 1.820s | 35 Queries | GZIP : Off ]